All need is love!!

All need is love!!

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 8 ~Cisza przed burzą~

Rozdział ze specjalną dedykacją dla Grzybci <3 i Niko <3 KC Dziękuje że ze mną jesteście! *.*

Sen Federico jest pisany kursywą. :D 
Miłej lektury! ^.*




~Następnego dnia~
~Ludmiła~

Szłam do Studia. Moje blond loki delikatnie tańczyły z wiatrem. Obcasy miarowo stukały o chodnik. Dziś mam tylko 3 lekcje, bo Angie odwołała lekcję śpiewu. Jestem dziś wspaniałym nastroju. Tak, to wszystko przez Federico. Pisałam z nim wieczorem ale to nie to samo, strasznie za nim się stęskniłam. To jest takie dziwne jednego dnia nie zwracasz na inną osobę żadnej szczególnej uwagi, a jak się zakochasz to tęsknisz po paru godzinach. A myślałam że nigdy się nie zakocham. To było dawno i nie prawda, muszę zacząć żyć teraźniejszością. Cały czas mam przed oczami Fede, kiedy mówi mi -Obiecuję -że już zawsze będę szczęśliwa. Widzę go siedzi z gitarą na ławce. Podeszłam, a on przestał brzdąkać na gitarze.  Wstał i cmokną mnie w policzek.
-Witaj kochanie - oznajmił z czułością.
-Cześć. Ty wiesz jak ja się za tobą stęskniłam?  

-Ja za tobą też. Może chcesz posłuchać, rano przyszła mi do głowy taka melodia - zaczął delikatnie muskać struny opuszkami palców tak jakby nigdy w życiu nie robił czegoś innego. Melodia była piękna ale nie przypominała mi żadnej innej piosenki, jak mój Feduś doda słowa to będzie " hit sezonu! " 
-Jest piękna - oznajmiłam zgodnie z prawdą. -Kotku, nie chcę Cię martwić ale za chwilę nie zdążymy na lekcje - dodałam po chwili.
On wstał, włożył gitarę do pokrowca i podał mi rękę. Ja przyglądałam mu się jakby był czymś nadzwyczajnym. Dla mnie był. Chwyciłam za jego dłoń i udaliśmy się do naszej szkoły muzycznej. Gdy weszliśmy do Studia zobaczyłam moich rówieśników, którzy tańczyli na korytarzu, śmiali się, rozmawiali, śpiewali, słuchali muzyki, Studio jak zwykle tętniło życiem. 
-O Ludmiła już przyszłaś. To dobrze, Pablo chce z tobą rozmawiać - podeszła do nas jedna z uczennic. Pablo chce ze mną rozmawiać czyli chodzi o to z Maxim.
-Fede... - zaczęłam ale mój chłopak nie dał mi skończyć. "Mój chłopak " ale to ładnie brzmi. 
-Tak wiem. Odprowadzę Cię.
Szliśmy przez dosłownie chwilę, bo gabinet dyrektorski jest praktycznie na wejściu. Na początku delikatnie zapukałam, w odpowiedzi usłyszałam ciche " Proszę ". Otworzyłam powoli drzwi, zobaczyłam moje nauczyciela/dyrektora patrzącego w jakieś papiery. 
-Ludmiło. Chciałbym porozmawiać z tobą o tym jak karygodnie się wczoraj zachowałaś... - Zaczął swoje kazanie. -Według mnie i innych nauczycieli zachowałaś się nieodpowiedzialnie, nieprofesjonalnie i nie miło w stosunku do twojego rówieśnika. Uderzyłaś go w twarz przy wszystkich i w dodatku obraziłaś. I jeszcze to twoje zdanie na końcu. Ludmiło nie toleruję takiego zachowania w Studiu!
-Czy to znaczy że... - zaczęłam ale nie dokończyłam.
-A co to za krzyki?! - Do sali wtargnął Antonio - właściciel Studio On Beat. - Ludmiło proszę wyjdź z gabinetu. - rozkazał , ja posłusznie opuściłam pokój. Nie miałam zamiaru tam dłużej siedzieć!
Tak może zachowałam się nie najlepiej ale to wszystko przez niego. Gdyby nie był taką świnią i nie zdradzał by Nati to by do tego nie doszło. To wszystko jest nie fair! Należało mu się. Poszłam do sali od śpiewu, bo wiedziałam że tam nikt nie wejdzie. Usiadłam tylko w koncie i cicho płakałam.
Bo co niby miałam zrobić?! Tak może się zgodzę, poniosły mnie emocje, może jeszcze nie musiałam krzyczeć na Pablo i resztę ale stało się! Co się stało, to się nie odstanie! A jeśli mnie wyrzucą nie, to nie może być prawda. Zrobiłam to dla dobra przyjaciółki... A przyjaciele są najważniejsi. Kiedyś byłam zła, przebiegła i wszystkim robiłam na złość, bo chciałam im wmówić że jestem najlepsza. Wtedy wszyscy się ode mnie odwrócili ale zrozumiałam swoje błędy i się zmieniłam. Przez tą sytuację pewnie wszyscy myślą że do tego powróciłam. Tak nie jest! Nie chcę już więcej takiego życia! Teraz mam przyjaciół: Cami, Fran, Nati i chłopaków. Nagle do pomieszczenia w, którym się znajdowałam wbiegł Federico. Kucną przy mnie i mnie przytulił.
-Lu, kochanie wszystko dobrze? - zapytał troskliwie.
-Nie. Nic nie jest dobrze - wycedziłam przez zęby. -Uderzyłam Maxi`ego, na oczach chłopaków i krzyczałam w twarz Pablo.
-Co zrobiłaś?!
-Ale Fede nie krzycz na mnie. Proszę - Nie lubię kiedy się złości.
-Dobrze. Przepraszam, poniosło mnie - zapewnił. To po to Pablo Cię wołał? - dodał po chwili.
-Tak. I wyrzucą mnie ze Studia. 
-Co?!... Nie przepraszam znów krzyknąłem. Nie mogą Cię wyrzucić. Ja im nie pozwolę. Niech najpierw wyrzucą mnie... A Pablo Ci to powiedział? Tak na 100% 
-Nie. Ale na pewno tak zrobi - powiedziałam i znów zalałam się łzami. Federico widząc tę całą sytuację mocno mnie przytulił.
-Wszystko będzie dobrze. Obiecuję - rzekł i pocałował mnie w czoło.


~Dom Violetty~
~Violetta~

Tak. Przyjechał tata i znów zaczną się kazania. Wczoraj wybrnęłam z sytuacji. Ale nie ważne, muszę zacząć ćwiczyć, bo niedługo egzaminy, a ja dalej nie umiem układu tanecznego. Rozmawiałam wczoraj z tatą o Studio na moją korzyść nie musiałam go przekonywać ani nic, powiedział że to mi dobrze zrobi. Muszę się spotkać z Leonem może zgodzi się mi pomóc. Niespodziewanie zaczął mi dzwonić telefon. 

V: Słucham? 
D: Cześć. Pamiętasz mnie?
V: A mogę wiedzieć kto mówi?
D: Diego? Ten od zgubionego numeru. Pamiętasz?
V: Aha. Coś mi się przypomina. 
D: Mieszkasz w Buenos Aires, tak?
V: Taakk. A dlaczego pytasz?
D: Dlatego, bo pomyślałem że moglibyśmy się spotkać. Chciałbym Cię poznać. 
V: Yyyy... Załóżmy że się zgadzam. To gdzie mielibyśmy się spotkać?
D: Mieszkasz blisko parku przy ulicy Rossalindo?
V: Tak. Właściwie obok. 
D: To może być trzynasta? 
V: Tak. Trzynasta mi pasuje.
D: Ok. To widzimy się za godzinę. Będę siedział przy tym drzewie na, którym zawsze siedzą studenci. Cześć!
V: Dobra... Ale jak to za godzinę?

Powiedziałam, a w odpowiedzi usłyszałam tylko " Pippp, pippp, pippp " czyli rozłączył się. Zapiszę sobie jego numer. Ale godzinę? Spojrzałam na ścianę na, której wisiał zegar. To jest już dwunasta?
Muszę się pośpieszyć, bo w moim tempie nie pojawię się tam nawet jutro. W pośpiechu otwarłam szafę i zobaczyłam dużo ubrań w różnorodnych kolorach. Długo się zastanawiałam ale ostatecznie postawiłam na białą sukienkę i buty na obcasie. Weszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, ubrałam wcześniej przygotowany strój, wysuszyłam włosy ułożyłam je w loki i zrobiłam delikatny makijaż. Wyszłam z pomieszczenia, wzięłam torebkę i pobiegłam na dół. Popatrzyłam czy tata mnie przypadkiem nie widzi ale zobaczyłam tylko śpiącego na kanapie w salonie Federico. Otworzyłam drzwi i poszłam do parku.

~Salon w domu Castillo~
~Federico~

Szedłem do parku. Zatrzymałem się dopiero przy jeziorze. Kontem oka zobaczyłem Ludmiłę, płakała.  Podszedłem do niej i pocałowałem w policzek. Ona syknęła coś w stylu " Zostaw mnie! " Zapytałem dlaczego nagle zrobiła się dla mnie taka ostra, skoro rano było wszystko w porządku. Popatrzyła na mnie zapłakanym wzrokiem i powiedziała. - Nie możemy być razem - kiedy to usłyszałem świat mi się zawalił ale po głowie chodziło mi jedno pytanie " Dlaczego? " z tego powodu zapytałem dziewczyny o tę całą sytuację. Ona wstała i odpowiedziała - Nie wiem dlaczego, ale nie możemy być razem chyba nie jestem na to już gotowa. Myślałam że to zniknie z czasem ale tak nie jest. Musimy się rozstać, ja tak dłużej nie mogę. Żyć w tej ciągłej niepewności. - Z mojego oka popłynęła jedna, jedyna gorzka łza, która szybko znalazła sobie ujście po moim policzku. Ona dalej kontynuowała. - Ja się po prostu boję, boję się że mnie zostawisz i będę musiała cierpieć tak jak ostatnio. Nie chcę już więcej wylewać łez nocami chcę być szczęśliwa po ostatnim jeszcze nie doszłam do siebie. Jak już będę gotowa dam Ci znać ale ty pewnie będziesz mieć już inną. Tak wiem co tracę ale nie dam rady dłużej walczyć ze sobą. Proszę nie płacz i nie bądź na mnie zły. - Wsłuchiwałem się w jej słowa jak to by były ostatnie jej słowa jakie usłyszałem w życiu. Przekonywałem ją jeszcze ale to nic nie dało, kiedy odchodziła, złapałem ją za ramię i powiedziałem. - Rozumiem Cię ale pamiętaj że miejsce masz już zarezerwowane. - powiedziałem, ona spojrzałam na mnie jak na jakiegoś idiotę i zapytała. - Ale gdzie? - zapytała zrozpaczona szybko udzieliłem jej odpowiedzi. - W moim sercu. - Odparłem ,a ona uciekła. Nie wiedziałem że wszystko będzie mieć taki, a nie inny koniec. Mieliśmy być szczęśliwi. Ja pobiegłem przed siebie i płakałem jak małe dziecko ostatnie co pamiętam to skok do jeziora i ciemność. 

-Nieee! - wydarłem się na cały dom. Byłem spocony nawet bardzo, cieszę się że to był tylko koszmar. Nie wiem co bym zrobił gdyby to się wydarzyło naprawdę. - Ale dlaczego tylko na tej kanapie śnią mi się koszmary? - pytałem sam siebie. Pewnie dlatego śniła mi się Lu płacząca, bo dziś widziałem jak płakała tylko... Dlaczego mówiła że nie chce ZNÓW cierpieć? Że nie chce cierpieć tak jak ostatnim razem? Może ktoś przede mną ją skrzywdził. Spróbuję ją o to zapytać najdelikatniej jak potrafię. 

~Leon~

Jestem na torze. Dzwonię do Violetty chyba dziesiąty raz zaczynam się o nią martwić. Mieliśmy dziś ćwiczyć. A ona nie odbiera to wszystko jest jakieś podejrzane. To moja przyjaciółka i to normalne że się o nią martwię, chyba. Zadzwonię jeszcze raz.
Sekretarka:  Abonent jest czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później...

Nie wiem idę do niej! Szedłem do domu Violetty byłem blisko więc nie musiałem się zbytnio wysilać. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Federico jedzącego banana. 
-O cześć! - przywitał się ze mną.
-Cześć Federcio. Widziałeś Violettę? -zapytałem. On podrapał się po głowie.  
-Właśnie jej szukałem ale nie ma jej. Leon chcesz banana? Mam jeszcze jednego -zaproponował.  
-Nie dzięki. To ja lecę.
 Gdzie ona jest? Może jej jeszcze poszukam...
_________________________________________________________________________________

Siema! Rozdział ze specjalną dedykacją dla moich najlepszych <3 
 I przepraszam za moją nieobecność i  za tak beznadziejny rozdział. ;cc Nie było mnie dawno, bo blogger mi zaczyna wariować. Napisałam bym to lepiej i o wiele wcześniej gdybym mogła się zalogować -.- Próbowałam już jakieś 6 dni temu ale nie mogłam, a dzisiaj patrzam i mogę. Nie rozumiem tego. Nie komentowałam waszych blogów również z tego powodu. 9 będzie szybciutko. 
( Jak będę mogła się zalogować ) 
A teraz... Naprawdę dziękuję wam że wchodzicie na tego bloga i mnie wspieracie pomimo tego że jestem beznadziejna. Dziękuję po prostu za to że jesteście. *.* 
Mam nadzieję że nie obraziliście się za tą moją nieobecność. 
Dziś krótki może następny będzie dłuższy? Kto wie? 
Dowiedziałam się o kolejnej nominacji i spokojnie niedługo ją zrobię i nominuję następne wasze wspaniałe blogi ^.^  

Piszcie na gg: 49635108  
To papaśki!  
Wasza Melka ;**



wtorek, 7 stycznia 2014

Liebster Blog Award 3

Dzień Dobry wy moi ludziowie! xD
Wy wiecie jak ja was kocham co nie?
I Fedusia <3















Ok! ;) Przejdźmy do konkretów.
A więc, zostałam nominowana do LBA przez moją koffaną Niko <3
(Chociaż nie wiem za co mnie nominowała o.O )
Przed nominacją coś wam powiem ( napiszę )
Wchodzę na Facebook`a i co widzę interesujący profil. Klikam i to był profil pewnej siedmiolatki.
I na dodatek ma takie tło:


Nie, żeby coś ale mam trzy uwagi:
1.Facebook jest od 13 lat.
2.Violetta od 12. ( Ale i tak nikt na to nie patrzy. )
3.Trzeci punkt i najważniejszy. Feduś jest mój z nikim się z nim nie podzielę :P
Ale ze mnie egoistka co?
Co byście zrobiły? Taka sytuacja:
Siedzisz z przyjaciółką w pokoju, oglądacie TV i zażeracie się chipsami ( czy jak to
się pisze o.O ) i drzwi otwiera Rugguś *.*
Boż! Ja nie wiem co bym zrobiła.
Ta wiem uzależniłam się od niego! ;**
Ale wy wiecie że wróciłam?
 
Dobra nie ważne LBA

Pytania od Niko:
1.Skąd pomysł na pisanie opowiadania?
Odp. Pisałam o tym na wcześniejszej nominacji ;P

2.Spełniasz się  wprowadzeniu bloga?
3. Czemu akurat o tej parze/o tych parach piszesz opowiadanie?
Odp. Sprawa jest jasna. Piszę o nich, bo właśnie je najbardziej lubię :D

4. Masz jakiegoś ulubionego bloga, bądź bloggerkę?
Odp. Hah dobre pytanie... Uwielbiam twojego bloga, bloga Amandy, bloga Karoliny K, bloga Tini Verdas, bloga Hani Lewandowskiej, bloga Maryśki, bloga Marceli Ferro, bloga Martyny Blacno, bloga Teddy, bloga Very V, bloga Oli Waszkiewicz, bloga Nicol Verdas, bloga Kasi Verdas, bloga Ally, i wiele, wiele innych ale nie chce mi się wymieniać wszystkich :D

5. Ulubiona postać z serialu?
Odp. Mam trzy:
1.Fede <3
2.Leoś <3
3.Marcuś <3
Moi trzej mężowie :3

6. Wolisz kiedy w opowiadaniu pojawiają się gify, czy kiedy ich nie ma?
Odp. Mi to tam obojętne ale jak są gify to wydaje mi się że jest kolorowo i ładnie. *.* Tak wiem, że         sama ich nie używam... ;P

7. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Odp. Szczerze nie wiem. Za dużo marzę i teraz nie wiem jakie jest moje największe marzenie...MARZYCIELKA <3

8. Jaki sen wspominasz najmilej?
Odp.Nie śni mi się dużo snów. Jak już coś to koszmar. 

9. Gdybyś wygrała wycieczkę do jednego kraju Europejskiego był by to?
Odp. Hah fajne pytania zadajesz takie inne... Europa? Jak Europa to zdecydowanie Włochy ^.*

10. Życie to... 
a) kręta droga, której mapa jest w naszych rękach.
b) wielka niewiadoma, a my jesteśmy jej odkrywcami. 
c) film, w którym gramy główną rolę. 
d) niekończąca się walka z samym sobą, by stać się lepszym. 
Odp.Zaznaczam odpowiedź " a ", " b ", " c ", " d ". Ponieważ wszystkie wspaniale opisują życie.

11. Co uważasz o moim blogu?
Odp. A więc... Wiesz że uwielbiam twój blog. Masz wielki talent uważam że z pewnością jesteś wspaniałą bloggerką. Nigdy nie sądziłam że spotkam taką bloggerkę. Naprawdę. Na twoim blogu jest mnóstwo humoru, romantyzmu - czyli to co lubię w opowiadaniach. *.*  Wszystkie wątki w opowiadaniu są bardzo interesujące. A jeszcze do tego wszystkiego, Twój blog ma niesamowity wygląd.  <3

Pytania ode mnie:
1. Kiedy zaczynałaś pisać miałaś prawie wszystkie pomysły na rozdziały czy piszesz na bieżąco?
2.Na jaką literkę zaczyna się twoje PRAWDZIWE nazwisko?
3.Ulubiona postać/postacie z serialu?
4.Ulubiony sport?
5.Nie ma śniegu. Jak Ci się z tym żyje?
6.Byłaś już na granicą? Jak tak to gdzie.?
7.Co sądzisz o moim blogu?
8.Twoje największe marzenie?
9.Lubisz prowadzić bloga?
10.Ulubiona bloggerka lub blog?
11.Plany na przyszłość?

Blogi, które mam przyjemność nominować: ( jest ich pięć )
1. http://hate-transformation-love.blogspot.com/
2. http://leonettaa4ever.blogspot.com
3. http://newstoryaboutleonetta.blogspot.com
4. http://leonetta-na-wieki.blogspot.com
5. http://story-violetta.blogspot.com

To tyle szykujcie się na ósmy rozdział może dodam go nawet dziś.

Melka ;**


PS:Blog za niedługo będzie w remoncie ;)

niedziela, 5 stycznia 2014

One Shot na konkurs u Niko "Moje życie jest jak cytat - napisany na wyblakłej kartce papieru ale prawdziwy"

"Moje życie jest jak cytat - napisany na wyblakłej kartce papieru ale prawdziwy"

Dwudziesty czwarty grudnia późnym popołudniem, słońce świeci, dzieci bawią się na
placach zabaw i nie ma ani grama śniegu. Co to? Tak moi drodzy to święta w 
Buenos Aires. Całkowity brak śniegu nie jest tu niczym nie normalnym, tak zwykle
bywa w tych " ciepłych krajach ".  
" Bielą się pola, oj bielą, 
Zasnęły krzewy i zioła 
Pod miękką śniegu pościelą... 
Biała pustynia dokoła. " Tymi słowami jednak nie da się opisać tego miasta. 
Choć jak w każdym mieście są tu: wypadki, nadzieje, narodziny, miłości, a właśnie
jeżeli chodzi o temat miłości to pozwólcie że opowiem wam pewną historię. O miłości?
Tak miłości, dobrej i pięknej, a co najważniejsze - miłości odwzajemnionej.

                                                            ***

Codziennie w Buenos Aires da się zobaczyć dziesiątki, setki, a może nawet tysiące
osób. Moją uwagę jednak przykuła taka jedna dziewczyna. Blondynka, szczupła,
o niesamowitej urodzie i wdzięku. Odziana w ubrania z najdroższych sklepów przemierzała
ulice nie zważając na nic. Wyglądała na nie zbyt szczęśliwą. Ale czy my możemy docenić
szczęście jakie zesłał na Bóg?  Wielu ludzi nie. Czym jest szczęście? Jak możemy
je osiągnąć? Te pytania są zadawane często, nawet bardzo często. Nikt nie ma 
na nie odpowiedzi. Dla innych najprawdziwszym szczęściem jest rodzina, dla innych
pieniądze, jeszcze inni mają swoje szczęście w różnych miejscach i rzeczach. Nikt 
 z ludzi, nawet tych najmądrzejszych nie posiada wiedzy kiedy, gdzie i kto w danym
momencie swego życia dostanie ten dar jakim jest szczęście. Los. Z pewnością
los kieruje naszym szczęściem. Lecz los to nie człowiek i za pozwoleniem "papla",
który wszystko i wszystkim rozpowiada. Nie. Los nie jest taki. Ludziom często
nie idzie dogodzić. Jedni, którzy mają: dom i rodzinę, nie wiedzą jakie mają szczęście.
Ciągle by czegoś chcieli, ale to tylko ludzie. Człowiek to tylko kolejna istota wpisana w "ranking"
 istot ziemi.
 Są tacy, których dawno opuściła rodzina,
nie mają dachu nad głową, ich to szczęście opuściło. Szczęście...Szczęście to piękne
słowo, często nie docenione, rzucone gdzieś w kąt innych zapomnianych słów. 
Jednak byli ludzie, którzy pamiętali o tym jakże radosnym wyrazie - na przykład:
"Phil Bosmans" , który najlepiej jak potrafił opisał szczęście. 
"Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko.
 Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś
 niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. 
Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś,
jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przy­jmij ochoczo, co
 niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,
jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.
Wyjdź mu naprzeciw."
Ta dziewczyna to kolejna osoba, którą dobry los opuścił. Co prawda ma rodzinę,
dom, pieniądze, ale ona nie chce takiego życia. Wydaje się że taka osoba jak ona
ma wszystko, a wiele ludzi może tylko marzyć o takim życiu jak ma ona. Jednak jej
życie nie było takie świetne. Rodzice - jej jedyna rodzina- byli pogrążeni w pracy.
Kiedy była jeszcze malutka, spóźniali się na najważniejsze momenty w jej jeszcze 
młodziutkim życiu. Urodziny, przedstawienia szkolne, chwile , których ich najbardziej
potrzebowała. Po tym wszystkim udawali że nic się nie stało i wynagradzali jej to 
najdroższą lalką jaka była na półka w sklepach. Wtedy dziewczyna myślała że
to normalne ale niestety każdy się starzeje. Rosła i dowiadywała się nowych rzeczy.
Kiedy miała 16 lat oddała serce chłopakowi. Było jej z nim bardzo dobrze. On potrafił
dać jej to czego nie mógł dać jej nikt. Jednak po pewnym czasie jemu też życie
" dało w kość " zaprzepaścił całe swoje szczęście również ją. Nie będę opowiadać 
tej historii, ponieważ była dla niej zbyt bolesna. Nie dawno zapomniała o nim. 
I nie chce do tego powracać. 
" Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już
 nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna,
 bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie. "
Dlaczego jest teraz smutna? Smutna jest, ponieważ myślała że jej życie się zmieniło
rodzice pozostaną już " normalni ". Tak zaczęli odstawiać pracę na bok i zajmować
się swoją córką, lecz nie na długo. Dziś oświadczyli swojej córce że nie będą mogli
zjeść z nią Wigilijnego obiadu. Widać że dziewczyna próbuje walczyć z sytuacją
jaką posiada, bo w końcu " Wygrywa ten co potrafi podnieść się po porażce. " 
Udaje szczęśliwą, choćby była aktorką. 
"Czasem trzeba, aby aktor poświęcił się dla poety."
Teraz aktorem jest jasno włosa dziewczyna, a poetą jest jej życie.
W oddali ujrzała młodą rodzinę. Rodzice bawili się ze swoją córeczką na zjeżdżalni.
Ludmiła zobaczyła siebie, swoją mamę i tatę w tej jakże szczęśliwej rodzinie. 
Owszem było tak kiedyś dawno, dawno temu jak jeszcze jej rodzice nie zaczęli 
pracować. Ona była ich oczkiem w głowie, byli taką samą rodziną jak ta na placu zabaw.
"Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim
 cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los."
Przysiadła na chwilę na ławeczce w parku napawając się widokiem szczęśliwej
rodziny. Chciał odpocząć, bo zaczęły ją boleć nogi od chodzenia w tą i z powrotem.
Nie siedziała jednak długo, ponieważ zobaczyła coś co ją zainteresowało. Myślała
że jej życie to prawdziwy dramat ale nawet nie przypuszczała jakie to " coś "  da
jej szczęście. 
" Życie pisze najbardziej oryginalne, najbardziej komiczne, a jednocześnie 
  najbardziej dramatyczne scenariusze. "
Podeszła do piaskownicy i podniosła przedmiot dający niesamowity blask odbijający
się od zachodzącego słońca. To był złoty przedmiot w kształcie klucza. Dziewczyna 
rozejrzała się dookoła - nie wiedziała nikogo, do kogo mógł należeć ten przedmiot.
Schowała "klucz" do kieszeni płaszczu. i szła przed siebie byle jak najdalej od rodziców,
którzy zapomnieli że dziecko to też człowiek i tak samo potrzebuje miłości tylko 
jeszcze dwukrotnie więcej. Obejrzała się za siebie, zobaczyła chłopaka z oddali 
patrzyła mu w oczy, jednak potem się obróciła i patrzyła przed siebie. Chłopak przechodząc
obok niej lekko ją popchną, lecz już za mocno jak na jej chude i kościste ciało.
Upadła bezsilnie prosto w kałużę wody. Przemókł jej tylko jeden but więc nie było 
tragedii. Mamy już dowód na to że " W morzu żyją rekiny, w oczach ludzi nienawiść."
Nikt jej nie pomógł, nawet się na nią nie popatrzył. Podniosła się i szła dalej, nie
wiedząc gdzie podąża. Zobaczyła lodowisko? Tak to było to. Już wiedziała gdzie iść.
Nie umiała jeździć ale co jej szkodzi? Od miłej pani, która odpowiadała za lodowisko 
dostała łyżwy - oczywiście po kupieniu biletu - lecz miała jeden problem z zawiązaniem
sznurówek. Po wielu próbach udało jej się. Weszła na lud. Na lodzie nie było nikogo,
oprócz jej i chłopaka, który świetnie jeździł gdzieś daleko od niej. Po jej głowie chodziła
tylko jedna myśl: " Nie przewrócić się i nie zrobić z siebie idiotki ". Ale ta myśl się
spełniła tylko w przeciwnym znaczeniu. 
"Gdyby chodziło o mięsień, poruszyłabym go. Gdyby w grę wchodziła myśl, 
  pomyślałabym ją. Gdyby to było czarodziejskie słowo, wymówiłabym je.
  Ale to nie jest takie proste." 
Upadła. Nie bolało jej nic ale nie umiała wstać. Łyżwy ślizgały się na lodzie.
Ku jej zaskoczeniu obok pojawił się ten chłopak, który jeździł w oddali.
-Czy wszystko dobrze?- Zapytał. Lu podniosła wzrok i ujrzała jego oczy. On zatopił 
się w jej głębokich jak ocean oczach. Mógł by patrzeć tak w te piękne oczy 
przepełnione smutkiem przez całą wieczność. " Co dobre kiedyś się kończy."
-Tak. Chyba. Tak.- Odpowiedziała posłusznie. W tym momencie odczuwała tylko i wyłącznie
radość, która przepełniała jej serce. 
"Wpatruj się w niebo i śpiewaj z radości, gdyż słońce otula cię ciepłem i
 opromienia światłem - za darmo." 
Pomógł jej wstać. 
-Chyba nie za bardzo umiesz jeździć?-Zapytał. Dziewczyna ujechała kawałeczek i 
znów zaliczyła " glebę ". Chłopak, którego imienia jeszcze nie znała ponownie
pomógł jej wstać. 
-Może Cię nauczyć. To jest proste. Przesuwasz nogą w jedną, później w drugą. 
-To na prawdę takie proste?
-Mniej, więcej.- Zaczęli jeździć poruszając się w kierunku wskazówek zegara. 
Jednak trudno nazwać to co wyprawiała dziewczyna śmiesznie poruszając dolnymi kończynami jazdą.
Zauroczyła się w chłopaku. Może nawet coś z tego kiedyś będzie? Nie wiadomo. 
Ona robiła wszystko by się w nim nie zakochać, bo wiedziała że później będzie 
cierpieć. W końcu " W życiu piękne są tylko chwile. " A chwile przemijają jak mrugnięcie
okiem. 
-Podaj mi swoją rękę.-Rozkazał wysoki brunet. Dziewczyna wystawiła kończynę 
w jego stronę. Chwycił ją i jeździł z nią za rękę, ponieważ bał się że ponownie 
wywróci się robiąc sobie krzywdę. Kiedy jej dotkną Ludmiła poczuła ciepło. Poczuła
się bezpieczna? No i stało się. Popatrzył w je oczy, a ona cóż ona mogła zrobić
patrzyła w nie z miłością, wdzięcznością i czułością. " Serce nie sługa! "  Bała się.
Bardzo się bała, a co jeżeli ta historia z przed dwóch lat się powtórzy? Przysięgła sobie
że już nie pozwoli na takie cierpienie, jakie przeżyła z jej byłym ,lecz rodzice jej
to utrudniają. 
-Co taka śliczna dziewczyna robi w Wigilijny wieczór na lodowisku?
-A co taki miły chłopak robi w Wigilijny wieczór na lodowisku?-Odpowiedziała
pytaniem na pytanie. 
-Muszą już państwo schodzić zamykamy lodowisko!-Krzyknęła kobieta pracująca w małej
budce obsługującej lodowisko. Ale o co chodzi? Lodowisko powinno być dziś
zamknięte od szóstej, a ona przyszła tu o piątej. Popatrzyła na zegarek na ręce. 
Szósta? Jak to możliwe? Na prawdę się zakochała skoro czas mija jej z tym chłopakiem 
tak szybko.  Zeszli z lodu, chłopak już dawno ściągną łyżwy jednak ona znów miała z
tym problem. Zwrócił łyżwy do budki i do niej podszedł. 
-Pomóc Ci? - Zapytał, przytaknęła głową. - Zapomniałem.- westchną ściągając jej z nogi
łyżwę.- Nie powiedziałem Ci jak się nazywam. Federico. -podał jej dłoń -Ale zawsze 
możesz mi mówić Fede.-Powiedział uścisnęła jego dłoń i powiedziała swoje imię.  
Opowiedziała mu również dlaczego spędza sama Wigilię. On opowiedział jej że jego rodzina
wyjechała do innego kraju, on został ,ponieważ kocha ten kraj, bo w końcu to
jego Ojczyzna. Rodzice wysyłają mu pieniądze i czasami paczki.
"Czas to nie droga szybkiego ruchu pomiędzy kołyską a grobem,
  czas - to miejsce na zaparkowanie pod słońcem."
-To może...Chciałabyś spędzić ze mną Wigilię. W prawdzie nie mam nic przygotowanego ale
zawsze możemy coś razem upichcić. -Zaoferował Federico, jąkając się jakby nie
miał za dużo odwagi na zapytanie tak pięknej dziewczyny jaką jest Ludmiła o coś takiego.
-No nie wiem. Nie chcę się narzucać. 
-Ale nie będziesz! Bez Ciebie spędził bym resztę wieczoru chodząc w kółko po mieście.
 Zgódź się. Proszę. Zrobimy sobie taką naszą Wigilię.
-Dobrze.-Odpowiedziała nie pewnie. W tym momencie Fede zakładał jej na stopę jej 
kozak, robił to patrząc jej w oczy. Ludmiła poczuła się jak księżniczka. Kopciuszek.
Czuła się jak w bajce. Najpiękniejszej bajce jaką zna.  Teraz jej świat przybrał 
piękne barwy, które jak dotąd były czarno-szaro-białe. Jak w niemych filmach.
"Miłość jest to barwa na aksamitnym kwiecie. Patrz i używaj z daleka.
 Gdy go ściśniesz w palcach, zostanie plama i cały wdzięk przepadnie. "

                                                               ***

Szli uważnie patrząc przed siebie. Gdy doszli chłopak przepuścił ją w drzwiach i 
pomógł ściągnąć jej płaszcz. Ona była pod wrażeniem tego jak został dobrze wychowany.
-Witaj w moich skromnych progach!
-Dziękuję że mnie tu przyprowadziłeś. Fajnie tu masz.
-Zapraszam panią do kuchni to co robimy do jedzenia?
-Hmm? Możemy upiec placek.
-Piekłaś kiedyś?
-Nie. Ale może się nam uda. Pamiętam przepis na babkę , piekłam ją kiedyś z kuzynką.
-To do roboty. - Usiłowali zrobić tę nieszczęsną babkę przez godzinę. 
"I przyszło mi do głowy, że w życiu też nie powinien się liczyć styl, tylko barwa. "
Przez czas pieczenia "babki" rozmawiali i dowiadywali się o sobie bardzo wiele rzeczy.
Opowiadali o sobie nawet anegdoty. Dziewczyna dowiedziała się że Federico nie
lubi gdy ktoś pisze "Cię" od małej litery. Takie nietypowe ale każdy człowiek jest inny.
To ten czas powinno się już wyciągać "babkę" z piekarnika. Nachylili się nad piekarnikiem
i otworzyli go powoli. Nie wyszła. Placek nie jest taki jaki powinien być. Powstała z tego
jedna wielka "papka". 
-Aaa chyba z tego nic nie będzie.
-Ymhym. 
-A wam ten placek ostatnio wyszedł?
-Nie. Ale nie dałeś mi dojść do słowa.
-No to nic. Spróbujmy.
-Nie jedz tego!-Krzyknęła Lu biorąc chłopakowi widelec z ręki na, którym spoczywał
kawałek nieudanej babki. 
-To nadaje się tylko do kosza.-Powiedziała i wyrzuciła razem z tacką placek do kosza. Kiedy wyrzuciła
klasnęła w dłonie.
-Ale co ty robisz!? Co my teraz zjemy. Może jeszcze coś się odratuje. -Powiedział zerkając
do kosza.
-To może zamówimy pizzę?-Zaproponowała.
-Pizzę? Jest Wigilia! Ale to całkiem dobry pomysł.-Chłopak wyjął z kieszeni spodni 
komórkę i wybrał numer do jego ulubionej pizzerii. Zamówił jedzenie i podszedł do dziewczyny.
Rozłożyli sztućce, serwetki i zapalili świece. Co jak co ale są święta!
„Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich.”
Zaśpiewali kolędę. 
-Masz  piękny głos. Powinnaś go kształcić. Nie każdy ma taki talent.
-To samo mogę powiedzieć do Ciebie.
-Może w przyszłości pójdziemy do szkoły muzycznej?
-Kto wie?-Później zjedli swoją kolację Wigilijną. Czyli pizzę. No cóż każdy spędza 
Wigilię na swój sposób. 
-To teraz czas na prezenty!-Krzykną. -Mam coś dla Ciebie. Wątpię że Ci się spodoba.
 Ale wiem że to właśnie ty powinnaś to dostać.-Powiedział patrząc w jej oczy. Chwilę potem 
podszedł do komody i zaczął czegoś natarczywie szukać. Tylko czego?
-No nie ma! Nie ma!
-Czego szukasz?
-Takiego złotego przedmiotu, który wygląda...
-Tak?-Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni "kluczyk" który parę godzin wcześniej znalazła w parku.
-Tak. To on. Skąd go masz? Zgubiłem go tak?-Dziewczyna potrząsnęła głową na tak.-Znowu. 
 Ale ja jestem idiotą.
-Ale co ten kluczyk ma oznaczać?-Zapytała. Chłopak pociągną ją za rękę w stronę 
wyjścia z domu na podwórko. -Gdzie mnie prowadzisz?
-W mojej rodzinie prezenty daje się na polu, bawiąc się śniegiem. Tak wiem śniegu nie
ma ale jak tradycja to tradycja. A więc ten kluczyk oznacza klucz do mojego serca.
Jestem pewny że ma należeć właśnie dla Ciebie. "Nie liczy się nic prócz Ciebie. Jesteś
moją gwiazdką na mym niebie. "
-Dziękuję ale ja nie mam dla Ciebie żadnego prezentu.
-Nic nie szkodzi. Dla mnie najlepszym prezentem jaki mogłem dostać jesteś ty!-Dziewczyna
i chłopak zaczęli się do siebie zbliżać, dzieliły ich milimetry, lecz coś zaczęło opadać na
ich twarze, włosy, ręce. Oderwali się od siebie i speszeni spojrzeli na swoje oczy i wszystko
dookoła. Śnieg? Tak śnieg,  a wszyscy myśleli że już nie spadnie. 
Czyżby Wigilijny cud, a raczej dwa jeszcze miłość jaką obdarzyli siebie ta dwójka 
młodych ludzi.
                                                                     ***

Tak się kończy ta historia. Może kiedyś opowiem wam następną...Życie jest pełne cytatów.
Tych, które zawierają wielką mądrość życiową. "Życie to taki dziwny prezent. Na początku
się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia,
uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. Ale później
robi się lepiej, a co dalej? Nie wiadomo? To już załatwi los..."

________________________________________________________________________
Powróciłam do was! Z One Shotem. Mam nadzieję że się wam podobał ;)
Dziękuję za nominację ale dodam ją jutro. Ok? To ja was żegnam więcej 
powiem przy LBA. 
Papaśki!
Kocham was <333

Wasza Melka ;**

czwartek, 19 grudnia 2013

Przerwa Świąteczna ;cc




No więc tak...Na początek chcę wam złożyć życzenia


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
Niech promienne uśmiechy nie schodzą z waszych ust ;)
Niech każdy poranek, będzie początkiem czegoś nowego!
Spełnienia waszych wszystkich marzeń!
Aby w nowym roku 2014 każdy kolejny dzień był dla was czymś najpiękniejszym!
Szczęścia, pomyślności!
Miłości!!!
Wspaniałych prezentów!
Przeżywanie tego cudownego okresu Bożego Narodzenia w gronie rodzinki!
Wszystkiego co tylko wam się marzy!
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

To były życzenia składam je wam teraz bo później nie będę mieć jak! ;cc
Idę na urlop! Ale mam powód! Ty +Nikoletta W  wiesz jaki...
Powracam gdzieś w Styczniu.
Mało komów pod ostatnim postem! 
Ale są Święta i się nie gniewam!
+ Dziś Jorge ma urodziny SPAMUJEMY ILE WLEZIE!!!
Ja i  +Nikoletta W mamy dla was niespodziankę ale to dopiero po świętach.
Jak by coś nie obrażajcie się na mnie za to że was nie będę komentować po prostu nie będę mieć takich możliwości ;ccc
One Shota już nie napiszę, to będzie Shot PO świąteczny.
W okresie tych wszystkich świąt nic tu się nie będzie pojawiać. ;cc
To pa! Jeszcze raz: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!
NO TO WIDZIMY SIĘ ZA ROK!!!

A teraz przed państwem Wham! z przebojem Last Christmas! Proszę o wielkie brawa!!!



Wasza Melka :***

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 7 ~Choć zabiorę Cię w pewne miejsce~

~Studio On Beat, Leon~
Idę właśnie korytarzem do swojej szafki, właśnie skończyły mi się lekcje, odniosę nuty i idę do domu. Albo po drodze wstąpię na chwilkę do Violetty. Otwieram szafkę i odkładam nuty. Czuję że ktoś klepię mnie po ramieniu. Odwracam się i...Nikogo nie widzę. Rozglądałem się jeszcze chwilę. Nagle ktoś trzasną drzwiczkami od szafki, zamykając je. Moim oczom ukazał się uśmiechnięty od ucha do ucha Federico.
-Aaa! Ej stary wystraszyłeś mnie! - Odskoczyłem od mojej ZAMKNIĘTEJ JUŻ szafki i lekko walnąłem go w ramię.
-Leon. Podziałało. - Mówił wesoły.
-Ale co? - Zapytałem.
-No to. - Trochę mnie już zaczyna męczyć ta rozmowa.
-Ale co? - Ponowiłem pytanie.
-No to. Powiedziałem Ludmi że coś do niej czuję i jesteśmy parą! -Krzykną. Jest szczęśliwy jak dziecko, które dostanie zabawkę.
-A nie mówiłem! Dziewczyny chcą abyśmy im mówili takie rzeczy.
-No już o tym wiem. - Dziś uśmiech chyba już nie zejdzie z tej jego twarzy.
-I co teraz Fede cały czas będzie happy? I zawsze będzie z nią chodził?- Pytam.
-Nie. Co ty gadasz nie będzie z nią cały czas chodził, kiedyś się z nią ożeni. I tak. Fede teraz będzie happy.
-I nie będzie jak jakiś ćpun siedział na murku i beczał?- Zapytałem z entuzjazmem.
-Nie. Znaczy tak. Tak już nie będzie się zachowywał jak jakiś ćpun!-Krzykną w odpowiedzi na moje pytanie.
-Ale czemu mówimy o tobie w trzeciej osobie?
-Bo Fed...Znaczy ja tak lubię. - Nie no za dużo czasu z nim.
-Ale czekaj jesteście razem. To gdzie jest Ludmiła? - Pytam. Niech nie mówi że zgubił dziewczynę. Nie aż taki za przeproszeniem głupi to on nie jest. Mam nadzieję. On nic nie odpowiadał tylko momentalnie zbladł i popatrzył na mnie wzrokiem ~Boże! Co ja zrobiłem?~ I wybiegł ze Studia. Hah. Ten gość mnie przeraża. O Violetta tu jest. Właśnie weszła. Gdyby ona ze mną była robił bym wszystko by była najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, a nie bym ją gubił jak pewien ktoś. Dziewczyna weszła do gabinetu dyrektora. Poczekam na nią. Nie czekałem długo może jakieś 10 minut. Wyszła.
-Violetta! -Zawołałem ją, bo chyba mnie nie zauważyła.
-O Leon. Właśnie miałam do ciebie iść. Widziałeś Federico? Ja tak jak gdzieś biegł. Tylko gdzie?- Nie no teraz wszyscy będą mnie o to pytać.
-A Federico...Długa historia, ale nie ważne. Co robiłaś u Pablo?-Zapytałem i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Objąłem ją ramieniem
-Zapisałam się na egzaminy wstępne! Niespodzianka! - Krzyknęła. To świetnie że chce się tu uczyć. Dostanie się. Jestem tego pewien, w końcu pięknie śpiewa.
-Naprawę? To super! Bardzo się cieszę.
-Ja też skończyły Ci się już zajęcia?-Zapytała.

~Violetta~

- Tak przed chwilą. Choć zabiorę Cię w pewne miejsce.-Zaczął tajemnicze Leon, ciągnąc mnie za rękę do wyjścia.
-Ale gdzie? Jak mi nie powiesz to nigdzie nie idę.-Zaprotestowałam na co on się zaśmiał.
-Haha! A myślisz że masz ze mną jakieś szanse?
-Może tak, może nie. Czy my nie mieliśmy gdzieś iść?
- Ha! Wiedziałem!
Szliśmy przez miasto rozmawiając o wszystkim i o niczym. Ja myślałam że tak mogę tylko rozmawiać z przyjaciółkami (Których nie mam :/ ) ale jak widać z chłopakiem też. W ręce miałam oczywiście pamiętnik odkąd go dostałam nie rozstaję się z nim na krok. Gadaliśmy o moim wyglądzie, sama nie wiem kto zaczął taki temat, ale nie ważne. Zeszliśmy na temat moich podkolanówek i oczywiście nie obyło się bez śmiania. Fakt są obrzydliwe ale muszę je nosić, bo później tata znów zacznie swoje kazania: ~Jak ty możesz, gdziekolwiek wychodzić w takim stroju!~, Jeszcze jesteś za młoda na takie ubrania!~, ~Kiedy ty zmądrzejesz?~, ~Chyba widzę że ta spódnica jest za krótka!~ Taaa. Tak jest zawsze przynajmniej przez te parę dni miałam choć trochę spokoju. Ale dziś wraca. Kiedy rozmawiałam z nim wieczorem mówił o jakiejś niespodziance, o ile dobrze usłyszałam. Albo że kogoś przedstawi. Nie. Nie wiem ale w ogóle po co ja się tym zadręczam? Za niedługo egzaminy wstępne. Jeju, ja muszę zacząć ćwiczyć. Podobno na początku jest egzamin ze śpiewu, później z tańca i muszę zagrać na instrumencie. nie wiem czy to przeżyję. Śpiew. Piosenka? Co ja zaśpiewam? Wiem ~En Mi Mundo~ będzie doskonałe ale może lepiej wypadnę z ~Te Creo~. A co z tańcem? Śpiew jakoś ujdzie ale taniec?! Na pewno się nie dostanę, bo jak? Ja + taniec = dwa różne światy. Przecież nie mam się czym martwić, mam Leona on też przez to musiał kiedyś przejść. Nie będę się tym zamęczać. Muszę się dostać, a jak nie to spróbuję za rok, proste. Przynajmniej jestem pewna że to właśnie do tej szkoły chcę iść. Ooo nie mogę się już doczekać. Poproszę mojego przyjaciela może on mi pomoże z tańcem. Po jego " lekcjach tańca " myślę że coś będę umieć. Moje rozmyślanie przerwał Leon.
-Ej. Violetta. Halo ziemia do Violetty.
-Jestem, jestem.
-To dobrze. Już jesteśmy.-Odpowiedział i pokazał moją dłonią na budynek stojący przed nami. Ale ma ciepłą dłoń, a mi jest zimno. Może jak nam dziewczyną jest zimno, to chłopakom jest ciepło i jak chłopakom jest zimno to mam jest ciepło albo jak dziewczyną jest zim...A nie już to mówiłam. Nie wiem jak to jest ale rozgryzę to.
-Karaoke?-Na budynku było tak właśnie napisane.
-Tak. Za to że odważyłaś się zapisać na egzaminy do ~Studia~.-Może być nawet fajnie. Jeszcze nigdy nie byłam na karaoke. W podzięce za przyprowadzenie mnie tu, przytuliłam go. Kiedy go puściłam upadł i pamiętnik. Schyliłam się aby go podnieść i złapałam za rzecz i Leon też złapał. Dotknęłam jego dłoni. Hah tej teraz zimnej dłoni. Nie puszczając pamiętnika podniosłam głowę do góry i zatopiłam się w kryształowych oczach Leona. Są zielone i takie piękne. Mogłabym tak się w nie patrzeć godzinami.
-Proszę.-Powiedział mój przyjaciel jednocześnie budząc mnie z tego transu.-Idziemy?-Zapytał, ja potrząsnęłam głową na znak że się zgadzam. Weszliśmy do budynku, który w środku wydawał się bardzo duży. Był ładnie urządzony tak...Nowocześnie. Na wejściu Leon musiał podać nasze imiona i nazwiska, bo to karaoke nikt nie wie na kogo wypadnie śpiewanie przed tą publicznością. Ja zajęłam miejsce przy stoliku i usiadłam czekając na Leosia. Jak Leon obok mnie usiadł cztery dziewczyny z tyłu mam się przyglądały i szeptały coś między sobą. Teraz na scenie ~ szalała ~ brunetka w żółtej sukience. Zaraz ja skądś ją znam. Tak to ta dziewczyna z mojego snu. Dziwne Gdy skończyła ~posypały~ się gromkie brawa. Ona uradowana dołączyła do dziewczyn z tyłu?
Najwyraźniej się znają. Pewnie fajnie mieć przyjaciółki...
-Teraz na scenę prosimy Violettę!-Powiedział prowadzący.
-Leon ja sama...Nie...Nie potrafię.-Wyszeptałam do Leona siedzącego obok.
-Czemu?-Zapytał również szeptem.
-Bo...Się wstydzę.
-Zaśpiewać z tobą?-Zapytał i chwycił moją dłoń, ścisnęłam ją co dało mu do zrozumienia że się zgadzam.
-Wygląda na to że jednak teraz zaśpiewają Violetta i Leon!-Krzykną prowadzący, a my weszliśmy na scenę, on podał nam mikrofony. Po chwili zaczęła lecieć melodia do ~Podemos~.

No soy ave para volar,
Y en un cuadro no se pintar
No soy poeta escultor.
Tan solo soy lo que soy.



Las estrellas no se leer,
Y la luna no bajare.
No soy el cielo, ni el sol...
Tan solo soy.

Pero hay cosas que si sé,
Ven aquí y te mostraré.
En tus ojos puedo ver....
Lo puedes lograr, prueba imaginar.



Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.



No soy el sol que se pone en el mar,
No se nada que este por pasar.
No soy un príncipe azul...
Tan solo soy.



Pero hay cosas que si sé,
Ven aquí y te mostraré.
En tus ojos puedo ver....
Lo puedes lograr, (lo puedes lograr...)
Prueba imaginar.



Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción...



No es el destino,
Ni la suerte que vi no por ti.
Lo imaginamos...
Y la magia te trajo hasta aquí...

Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción...
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción...
Y tallarme en tu voz.

Śpiewając patrzyliśmy sobie w oczy. Podemos to piękna piosenka dla dwóch...Zakochanych w sobie osób. Tylko że ja nie wiem czy on mnie no ten...Kocha. Na pewno nie mnie nikt nigdy nie pokocha. Kto by chciał się związać z taką szarą myszką jak ja? Ja już zawsze będę sama. Cieszę się że mam przy sobie kogoś takiego jak Leon. Kogoś kto cię nigdy nie zawiedzie, kogoś wspierającego cię, kogoś zawsze okazującego pomoc i kogoś tak dobrego jak on. Zeszliśmy ze sceny i chciałam wrócić do stolika ale Leon pociągnął mnie do stolika tych dziewczyn, które się nam przyglądały. Nie rozumiem. To dziwne. Kim one w końcu są?
-Cześć Leon. -Przywitały się z Leonem. Czyli że oni się znają. Pewnie jedna z nich to jego dziewczyna. Niby dlaczego on nie powinien mieć dziewczyny? Jest taki miły, troskliwy, opiekuńczy, dobry, radosny, przystojny...Po prostu ideał! Dla mnie.
-Hej dziewczyny.-Przywitał się z nimi . No, rzeczywiście się znają
-Mogę wam kogoś przedstawić?-Zapytał, one przytaknęły głowami. -To Violetta, moja dziew...przyjaciółka.

~ Dom Naty, Natalia~

Siedzę skulona i płaczę, dlaczego to tak musi boleć. Nie rozumiem go skoro chciał się ze mną umówić to dlaczego pocałował inną?
Dobrze że Lu już wróciła. Patrzy na mnie smutnymi oczami. 
-Nie chcę żebyś patrzyła jak płaczę. Proszę możesz iść. - Powiedziałam do niej.
-Nie nigdzie nie idę. Zostaję tu z tobą. Dziś w moim życiu dużo się zmieniło ale nie będę cię tym zanudzać.
Ja nie odpowiedziałam tylko wstałam z podłogi i podeszłam do niej i przytuliłam mocno. Wtuliłam się w nią, ale poczułam że wibruje jej komórka w kieszeni czarnych rurek. -Odbierz. Nie przejmuj się mną. - Powiedziałam, ona się chwile zastanawiała ale kiedy się od niej odsunęłam spojrzała na wyświetlacz komórki. - Kto dzwoni? - Zapytałam. -Mój mąż. -Powiedziała przepełniona radością. Widać los się do niej uśmiecha. Odebrała. 
-Halo? / Co nie nic mi się nie stało. Czemu pytasz? / Nie przecież Ci mówiłam że idę do Naty. / Nie wariacie naprawdę nic mi nie jest. 
I się rozłączyła. 

~Parę godzin później, dom Violetty, Violetta~

Siedzę w pokoju mój dzień był świetny jeden z najlepszych. Pamiętnik? Dawno w nim nie pisałam. 
                                                                     Drogi Pamiętniczku!
                               Mój dzień był całkiem dobry. Żartuję był świetny, kie...

Usłyszałam ciche pukanie. Wydusiłam z siebie ciche -Proszę. - Do pokoju wszedł Federico. 
-Cześć. Nie przeszkadzam?-Zapytał.
-Nie pisałam tylko w pamiętniku ale zawsze mogę zrobić to później. I doszły mnie słuchy że masz dziewczynę. - Posłałam mu szczery uśmiech, który szybko odwzajemnił.





-Tak. Ale skąd ty wiesz?
-Leon. Na pewno będziecie szczęśliwi. Będzie jej przy tobie dobrze jestem tego pewna. - Powiedziałam nadal się uśmiechając ale on posmutniał.
-Tak jestem takim wspaniałym chłopakiem że pierwszego dnia chodzenia zgubiłem dziewczynę.-Odparł.
-Co? O czym ty mówisz?-Zapytałam.
-Nie ważne. Kiedyś na pewno będziemy się z tego śmiać ale jeszcze nie teraz.  Proszę. - Podał mi moje nuty. - Przepraszam że je zabrałem ale strasznie mi się spodobała.
-Dziękuję i nie szkodzi. Mam wrażenie że włoska wersja jest jeszcze lepsza od mojej.
-Wcale nie. A o kim pisałaś?- Zapytał. Hmm? I co mu odpowiedzieć? Nie każdy ma tyle szczęścia co on. Też bym chciała mieć chłopaka. Bylibyśmy szczęśliwi. Tylko nie mam nikogo takiego. Ale mam przyjaciół. Oni mi wystarczą. Poczekam na swojego księcia z bajki. Nigdzie mi się nie spieszy. - Córeczko?- Oho tata wrócił. 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wyszedł taki jak miał wyjść :(
Ale mam doła :c
Jestem smutna :c :c :c
Dlatego jest taki beznadziejny i nijaki i krótki.
Przepraszam.
Nie ma wykreślanki bo mi się nie chce kopiować :/
Dziś większa czcionka ale ciii... Teraz będę pisać taką. 
Chcecie One Shota, bo mam pomysł ale jak zwykle kiedy chciałam o nim opowiedzieć Mai to nie dała mi dojść do słowa. Hah. Taka jej natura. 
To jak?
No ok pędzę na wasze blogi ;)
[ ;) to chyba jedyna dziś dobra buźka ]
Do następnego liczę na to że wam się podoba. 
Jak nie to przepraszam ale kiedy jestem smutna to tak trudno mi pisać o wesołych i dobrych rzeczach.
Jedynie wy mnie potraficie pocieszyć tym kiedy wchodzę na wasze blogi i widzę nowego posta. 
Kocham <3
Czytając te wasze wspaniałe blogi.
W tedy też uświadamiam sobie że nie mam talentu :c
No ok nie będę już was zanudzać.
Proszę o komentarze!
Macie gifa [Leonetta]


Ok dwa :3


Trzy ;)


Cztery ale ten ostatni.  o.O   Obiecuję!


Była mowa o gifie z Leonettą, a nie Feduniu. W ogóle zauważyliście że teraz się inaczej nazywam???





Wasza Melka:***