All need is love!!

All need is love!!

wtorek, 10 grudnia 2013

Zmiany!!

Zmiany , Zmiany jak wynika z samego tytułu. Otóż zmieniłam wygląd bloga i ten post już się wcześniej pojawił  ale ktoś się na mnie uwziął i usuwa wszystko co napisze ( a mówiąc ktoś mam na myśli Melanie xd nie no żart)  heh. Jeśli to nie Melka proszę osobę która robi sobie z nas żarty żeby przestała!!!


Majka:)




A to za karę łe



Rozdział 6 ~Idę na koniec świata~ + wykreślanka część 4

Na początek: Włączaj głośniki i PAYPHONE

~Leon i Violetta, wrotkarnia~
~Violetta~
-Ja nic nie napisałem. - Oświadczył Leon. Nerwowo.
-Spoko tylko żartowałam. - Co mu miałam powiedzieć. Wyszłabym za wariatkę. Jeździliśmy później jeszcze godzinę ale ja wciąż myślałam o tajemniczym nadawcy listu i cały czas się wywracałam. Ale przez moje wywracanie ja i Leon mieliśmy ubaw. Później oddaliśmy buty/wrotki i udaliśmy się do domu. Wychodzimy i nagle szok! Jest już ciemno. Musimy szybko wracać bo tata...Czym ja się martwię przecież on wraca jutro rano z jej ~delegacji biznesowej~. I tak musimy szybko wracać, boję się ciemności.


-Powiem Ci coś. - Zaczął Leon.
-Ok
-Że ty.
-Że ja?
-Że Ciebie.
-Że mnie?
-Że bardzo.
-Że jak?
-Że bezgranicznie.
-Ale co?
-Sam nie wiem.
-Aha.-Taa i nasz dziwnyyyy dialog.

~20 minut później, dom Violetty~
~Violetta~
Jestem już przebrana w swoją piżamkę. Pójdę za chwile spać tylko jeszcze muszę się napić. Weszłam do kuchni i dostałam SMS'a od Leona.
~Co robisz?~ 
Napisał. Ja mu szybko odpisałam i usiadłam na krześle w kuchni.
~Idę na koniec świata~
Napisałam. Nim się obejrzałam dostałam kolejną wiadomość.
~Odprowadzę Cię~
Uśmiechnęłam się do komórki i odpisałam. Jaki on jest słodki.
~To za daleko~
Oo już napisał.
~Ja i tak pójdę~
Ooo. Jak już mówiłam jest w pełni słodki i to co napisał było bardzo romantyczne. Ale czas zakończyć te amory.
~To choć. A tak na serio to szłam do kuchni się napić~

~Następnego dnia~
~Leon~
Szedłem przez park rozmyślając o tym co się ostatnio wydarzyło. Violetta i list. No co miałem zrobić? Przecież nie powiem jej że to ja napisałem. Miałaby podejrzenia, a ja nie chcę zniszczyć tak pięknej przyjaźni tylko dlatego bo nie potrafię zatrzymać mojego uczucia do niej.
Sam nie wiem dlaczego to wysłałem. ~Chwila zapomnienia~ pomyślałem i wpadłem na Federico? Siedział skulony na murku przed studiem.
-Feder co ty tu robisz przecież masz zajęcia? Ty płaczesz?
-Nie nie płaczę tylko oczy nie się pocą, przecież faceci nie płaczą.
-Taa jasne ale o co chodzi?
-O nic-Uparcie zaprzeczał. Cały Federico. Nie wiem jak Violetta z nim wytrzymuje. Ale coś jest na rzeczy skoro ~Oczy mu się pocą~. Tak trzeba mu pomóc. 
-Mi możesz powiedzieć.
-Dobra! Dobra ale skończ już. Po prostu ja już tak dłużej nie mogę.
-Nie rozumiem. Czego nie możesz?
-Patrzeć jak ona mnie olewa.
-Ale kto?
-Ludmiła.-Ludmiła i Fede? Ten za przeproszeniem mało rozgarnięty Federico zakochał się w Ludmile? Nie powiem zachciało mi się śmiać ale zachowałem powagę.
-Kochasz ją?-Zapytałem
-Tak.-Odpowiedział bez zastanowienia.
-Na ile procent?-Ponownie zapytałem.
-99%
-A ten 1%?-Nie dawałem za wygraną.
-Nienawidzę jej.
-Dlaczego?
-Bo nie wie że ją kocham.
-To jej to powiedz. Proste.-Taka prosta rada. Ale dla nas facetów bardzooo trudna.
-Nie wiem. Może spróbuję. Dzięki Leon. Jesteś dobrym przyjacielem.-Powiedział i odszedł ja poszedłem.

~Natalia i Ludmiła, w domu Natalii~
~Ludmiła~

-To powiesz mi wreszcie o co chodzi?-Zapytała mnie Nata-moja najlepsza przyjaciółka. Siedzimy u niej w pokoju i wybieramy ubrania dla niej na jej pierwszą randkę. Ale jestem trochę zachwycona, trochę smutna. Zachwycona szczęściem jakie spotkało moją przyjaciółkę, a smutna bo nie wiem co się dzieje ze mną i Federico.
-Halo Ludmiła! Żyjesz jeszcze?
-Yyy co?-Zapytałam bo nie wiedziałam o co jej chodzi.
-Tak myślałam. A tak w ogóle o co chodzi siedzisz i gapisz się w tą ścianę przez 10 minut. Powiesz mi wreszcie o co Ci jest?
-Co mi jest? Federico mi jest.
-Aaa ale przyznaj się tęsknisz za nim?-Zapytała podekscytowana Natalia.
-Może...
-Czyli tak!-Nie nie nie wiem. Co się ze mną dzieje. Mogłam po prostu powiedzieć nie. Nie to by nie wypaliło Nati wie kiedy kłamię.
-Nie...To nie tak.
-Dobra, dobra nie tłumacz się, tęsknisz i tyle!-Krzyknęła mi w twarz. No tak ale to była cała prawda.
-Wcale nie!- Teraz to krzyknęłam i rzuciłam w nią fioletową poduszką, a ona spadła z łóżka. Haha. I jednak poduszeczka działa na ciekawskie przyjaciółki. Muszę to zapamiętać przyda się jeszcze. Kiedy się podniosła powiedziała:
-Wcale tak!-Krzyknęła i walnęła we mnie tą samą poduszką, którą ja walnęłam ją. Auć! To bolało! Ale ja to Ludmiła. Wzięłam następną poduszkę i tak zaczęła się BITWA!
-Wcale nie!
-Wcale tak! Ja tak mogę cały dzień.-Oznajmiła.
-To dajesz! I nie, nie tęsknie!
-Tęsknisz! Jak by tak nie było to nie waliłabyś mnie tymi poduszkami!-Ja od razu odłożyłam poduszkę na jej miejsce i swoją minę typu ~Co złego to nie ja.~
-Al...-Natalia chciała coś powiedzieć ale jej komórka dała nam znak że przyszedł SMS.
-Gadaj mi tu. Kto to? Czyżby Romeo?-Zapytała podbiegając do niej i wydzierając jej komórkę z rąk.-Nie to od nieznanego.-Powiedziałam i ruchem palca odtworzyłam wiadomość. Było w niej zdjęcie.


Natalia do mnie podbiegła i wzięła swój telefon. Kiedy zobaczyła zdjęcie, zaczęła płakać jak malutkie dziecko.
-Zabiję tego gnojka. Nikt nie będzie ranił mojej przyjaciółki!-Wydarłam się na cały dom. Co to za człowiek? Umawia się z jedną, a całuję się z drugą?! Podły flirciarz! Przez niego moja Natusia płacze! O nie tak nie będzie jak go zobaczę dam mu w twarz!
-Nati. Co za podły gnojek! Ja się z nim rozprawię!-Krzyknęłam i udałam się do wyjścia.
-Lu gdzie tu idziesz? - Zapytała zrozpaczona.
-Muszę coś załatwić. Ale nie martw się niedługo wrócę.-Powiedziałam i wyszłam. Szłam prosto do Studia mówiąc po cichu jaki on jest głupi, nienormalny itd. Ludzie patrzyli się na mnie jak na wariatkę. Ale co mnie to! Teraz ważne jest dla mnie tylko szczęście mojej Nati. Weszłam do Studia. Chłopaki mieli teraz próbę. O ciekawie się zapowiada.
-Stop!-Krzyknęłam, a muzyka grana przez moich przyjaciół ucichła. Pss co ja gadam jakich przyjaciół? Tak przyjaciół i wroga, którego nienawidzę. Weszłam na scenę. Maxi grał czy co on tam robi na tym swoim laptopie. - Choć tu!- Krzyknęłam na niego. Chłopaki obserwowali mnie ze zdziwieniem. Ahh nie dziwię się im. Podszedł do mnie pełen obaw Max. Ja bez zastanowienia walnęłam mu z liścia. Jeden i drugi raz. Nikt nie będzie wykorzystywał mojej przyjaciółki! Nikt! Powtarzam. Nikt!
-Ludmiła co ty wyprawiasz!?-Krzyknął Pablo- nauczyciel i jednocześnie dyrektor naszej szkoły. Ja mu nie odpowiedziałam tylko wyszłam kiedy wychodziłam z sali, krzyknęłam mu prosto w twarz!
-Ja nic nie robię! Faceci to świnie i tyle!-Wyszłam. No dobra może odrobinkę przesadziłam. Wywalą mnie ze Studia. Co tam?! Przynajmniej ten palant ma za swoje. No ok Lu oddychaj. Wdech i wydech. Spokojnie już po wszystkim. Tak puściły mi emocję. Zdecydowanie. W mojej torebce coś zaczęło wibrować. To komórka. Wyjęłam ją i szłam dalej patrząc na wyświetlacz.
~Spotkajmy się w parku obok stawu.
Musimy pogadać.
Federico~
No tak tylko skąd ma mój numer? Nie ważne. Ale no stop on ma mój numer. Nie no Lu. On ma twój numer!? Pełnia szczęścia. Zdobył mój numer. Gdyby mu na mnie nie zależało nie interesował by się moim numerem. Szłam na umówione miejsce i zobaczyłam Federico opierającego się o drzewo.
-Po co tu miałam przyjść? Jeśli Ci na mnie zależy to mi powiedz, a nie rób mi nadziei!-Wydarłam się na niego oschle. No co niech wie że Ludmiła nie jest łatwą panienką.
-Chciałem pogadać.-Oznajmił.
-Ja też.
-Ty pierwsza.-Powiedział.
-Zakochałam się.-Walnęłam prosto z mostu. Popatrzył na mnie uważnie. prosto w moje oczy.
-Ty naprawdę się zakochałaś. Powiedz mi kto to. To mnie powinnaś kochać.-Czyli że chciał powiedzieć mi o tym.- Nie przepraszam nie wiem co we mnie wstąpiło.-Przeprosił mnie.
-Ale nie przepraszaj. Ty go dobrze znasz.
-To podaj mi chociaż inicjały.
-Tw.-Odpowiedziałam posłusznie.

(Teraz włączasz B_E_A_UTIFUL i jedziemy! )

-Nie mam pojęcia o kogo chodzi.-Powiedział i momentalnie posmutniał.
-Ty wariacie!-Krzyknęłam. On się uśmiechną i rzekł:
-Kocham Cię. - Zbliżył się do mnie i mnie pocałował.





To był mój pierwszy pocałunek w życiu. I to z ukochaną osobą. On ma takie miękkie i ciepłe usta. Teraz wiem że kocham Federico. Zakochać, a kochać to wielka różnica. Już będę szczęśliwa. Nareszcie. Mam przy sobie osobę, która mnie kocha i ja ją kocham. Już wiem co znaczą słowa ~Kochać i być kochaną~. Kiedy się od siebie oderwaliśmy powiedział:
-To chciałabyś zostać moją dziewczyną? Wiem że to za szybko, ale ja Cię naprawdę kocham. Bez Ciebie usycham, jak roślina bez wody. Kocham Cię.-Jego oczy były pełne nadziei. Nadziei w to że się zgodzę.
-Tak!- Krzyknęłam, a on wziął mnie na ręce i zaczął kręcić w kółko. - Ale mam jeden warunek.- Powiedziałam, a on dalej mnie kręcił.

-Jaki dla Ciebie zrobię wszystko.-Powiedział i odstawił mnie na ziemię. Chwycił w tali.
-Obiecaj mi że przy tobie będę szczęśliwa.
-Obiecuję.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
THE END
Ohh witam dziewczęta.
Taki krótki rozdział i nudny wiem.
Możecie pisać że jestem beznadziejna...
Ale Niko masz: FEMIŁE! <3
Tak też się cieszę.




Dobrze mi się pisze z perspektywy Lu. o.O
Dziwne co?
Jest i Leonetta. Tak wiem mało Leonetty ale za to jest wściekła Lu i biedna Naty.
Dobra bo jeszcze zapomnę.
Tamatataram
Wykreślanka!

Odpada 3 i 9




Kto teraz?
Ok kończę pa!

Melka :***

PS: Nie wiem kiedy Next.
PS: czekam na 10 obserwatorów będzie niespodzianka! Dla wszystkich. I nie Niko to nie będzie One Shot. ;p
PS: Dziś macie Muzykę i cieszyć mi się tu! xdxdxdxd
PS: Ps mi się skończyły xd

niedziela, 8 grudnia 2013

One Shot/Niespodzianka! Dla Nikoletty na jej rocznicę bloga. ~O zwykłym zauroczeniu zapomnisz, ale o prawdziwej miłości choć byś chciał NIGDY NIE UDA CI SIĘ ZAPOMNIEĆ~ część 2

...
-Śpiączka? Ale kiedy on się z tego wybudzi?-Zapytałam podnosząc wzrok na lekarza stojącego obok. On wzruszył ramionami i odparł:
-Nie wiadomo. Może dziś, może jutro, może za tydzień, może za miesiąc, może za rok.-Powiedział i odszedł. Ponownie zalałam się gorzkimi łzami. Planowaliśmy wspólną przyszłość i...Federico może wybudzić się za rok. Dlaczego to nie jest jakiś chory sen!? Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam że przeżywam coś takiego?! Przecież zawsze byłam grzeczna. Nie robiłam nic złego. Nigdy! czemu to jemu to się przytrafiło? To właśnie powinnam leżeć na tym łóżku. Muszę być silna. Tak muszę. Muszę być silna i odważna dla niego.
-Przepraszam czy pani była tu całą noc?-Nagle zauważyłam nad moją głową jedną z pielęgniarek tego szpitala. Spytała ze zdziwieniem i oburzeniem kobieta.
-Tak.
-To pani chłopak?-pokiwałam twierdząco głową-Współczuję. Ale powinna teraz pani iść do domu, wyspać się, zjeść coś pożywnego i mogę panią z czystym sumieniem tu wpuścić z powrotem.-Powiedziała z lekkim uśmiechem na ustach.-Niech pani idzie. Zaopiekuję się nim, tu nic mu nie grozi. Niech mi pani zostawi swój numer telefonu to gdyby się obudził zadzwonię.-Przekonywała mnie kobieta i wyjęła z kieszeni swojego roboczego " fartuszka " kartkę i długopis. Chwyciłam za przedmioty, zapisałam numer i udałam się do mieszkania. Weszłam do domu. Wszystko jest na swoim miejscu, a moje życie zmieniło się nie do poznania. Weszłam pod prysznic. Umyłam się i założyłam nowe ubrania. Koloru szarego i czarnego. Federico żyje, a ja mam wrażenie że mam żałobę. Weszłam do sypialni i otworzyłam szafkę, wyciągnęłam z niej dość spore pudło w, którym trzymam moje i Federico zdjęcia. Wzięłam do ręki parę i zaczęłam przeglądać fotografię. Wszystkie wspomnienia ożyły razem ze zdjęciami.

...
habla si puedes
grita que sientes
dime a quien quieres
y te hace feliz

si no puedes escuchar 
aunque insistas hablaré
si lo quieres mirame
y tus ojos hablaran tal vez
sentiras el amor e iras tras el
hablaras si tu verdad
te abrazara otra vez
...
Na tym zdjęciu uwieczniliśmy swoją pierwszą randkę.

Na tym Federico prezentuję mi swoją piosenkę.

Na tym jesteśmy my i nasi przyjaciele.

 Przyjaciele? Violetta. Wyjęłam komórkę z kieszeni i wybrałam numer do przyjaciółki. Federico to jej kuzyn powinna wiedzieć. Nie odbiera. Co co mam zrobić? Zadzwonię za godzinę. Położyłam się na łóżku i po chwili udałam się do krainy Morfeusza.
Idę szpitalnym korytarzem i pytam brązowookiej pielęgniarki w, której sali leży mój ukochany. -74-. Odpowiada posłusznie. Ja udaję się na trzecie piętro w poszukiwaniu sali mojego chłopaka. Kiedy stoję przed salą widzę lekarzy wychodzących z sali. -Przykro mi- Odpowiada jeden z nich. Nie bardzo rozumiem o co chodzi. Wchodzę i widzę...Mój chłopak już nie jest podpięty do maszyn, leży, nie rusza się, jest przykryty po czoło białą kołdrą.
-Nie!-Wzięłam głęboki wdech i wstałam z łóżka. Ubrałam buty i poszłam do kuchni, chwyciłam pierwszy, lepszy owoc ze stołu i pobiegłam do szpitala. W drodze powtarzałam sobie - To tylko koszmar - ale zdałam sobie sprawę że moje życie to koszmar. Wbiegłam do szpitala i zatrzymałam się przed salą. Słyszę z niej jakieś odgłosy. Powoli otwieram drzwi i widzę Violettę mówiącą do Federico. Ona podbiega do mnie i mnie przytula z całej siły. Z moich i jej oczu wypływają łzy. Łzy smutku i cierpienia. Violetta jest moją najlepszą przyjaciółką. Jest ode mnie rok starsza i mieszka ze swoim narzeczonym Leonem.
-Ale skąd.-Zapytałam nie odrywając się od niej. Ona podniosła swoje zapłakane oczy na moją twarz.
-W telewizji był przedstawiony wypadek. Film został odtworzony z kamery na lampie. Był tam wypadek Federico, później jak ty do niego przybiegasz. Powiedzieli że znaleźli sprawcę wypadku, był pod wpływem narkotyków. Nie prędko wyjdzie z więzienia. -Wyszlochała mi proso w twarz.
-To tak boli.-Powiedziałam przyjaciółce, ona jeszcze bardziej się do mnie przytuliła.
-Wiem.-Odparła po chwili.-Wiem. Rozumiem ten ból. Leon za chwilę będzie tu z resztą.-Powiedziała cichutko patrząc na Fede.

***

Federico jest już w śpiączce trzeci tydzień. Jest jak roślina. Codziennie odwiedzam go ja i ktoś z naszych przyjaciół tym razem była to Violetta. Są dla mnie ogromnym oparciem. Wspierają mnie, pocieszają, rozumią ból. Minęło tyle czasu, a dalej nie wiem co mam o tym myśleć. Moje całe szczęście leży w bezruchu na łóżku i co mam zrobić? Patrzeć na to jak powoli umiera. Problem polega na tym że ja nic nie mogę zrobić. Nie chcę żeby umierał. Chcę żeby się obudził i wszystko wróciło do normy. Tak bardzo pragnę się do niego przytulić, pocałować ale nie mogę! Tak mi go brakuje niech on już się obudzi. Musiałam pójść do łazienki. Szłam powoli do wyznaczonego celu znajdującego się na samym końcu korytarza ale ujrzałam kobietę, a właściwie dziewczynę mniej więcej w moim wieku. Płakała, wtedy przypomniało mi się kiedy ja byłam w tej samej sytuacji. Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć więc dalej szłam na nic nie zwracając uwagi. Nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiła się obok mnie Violetta.
-Ludmi Federico poruszył ręką!-Krzyknęła uradowana sytuacją. Ja od razu pobiegłam do jego sali drogę do niej znałam już na pamięć. Ale to nie ważne, ważny jest teraz tylko Federico.
-Kochanie...

***
Otworzyłam oczy. Teraz to leżę na tym łóżku szpitalnym, a obok mnie jest zapłakana Violetta.
-Co się stało.-Spytałam patrząc na szatynkę ona dopiero teraz podniosła na mnie swe zapłakane oczka, a na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-O jak dobrze że się obudziłaś. Ludmi myślałam że się już nigdy nie obudzisz.-Odparła i się do mnie przytuliła.
-Ale co się stało?-Powiedziałam zdezorientowana.
-Zacznę od początku. Byłyśmy w parku i poszłyśmy na fontannę kiedy weszłyśmy ty się poślizgnęłaś i upadłaś. Uderzyłaś głową o beton i straciłaś przytomność.-Oznajmiła. Co się stało? Czyli to wszystko to był sen. Wiedziałam że to będzie sen. Pewnie Federico się martwi. Ale gdzie on jest?
-Aha ale gdzie Federico?-Zapytałam.
-Jaki Federico?
-Jak to jaki? Przecież to twój kuzyn.-Rzuciłam.
-Ja nie mam kuzyna Federico.-Czyli co? Federico też był moją wyobraźnią.
-Co? Ale ja...I on...I ty...I Leon.
-A właśnie dałam Leonowi klucze do twojego mieszkania za chwilę tu będzie.-Powiedziała szatynka.
-A gdzie Federico-Zapytałam ponowie.
-Ludmiła o kim ty mówisz nie ma żadnego Federico. Zawołać lekarza?-Zapytała.
-Nie. Nikogo nie wołaj. Wszystko ok ale mam jeszcze dwa pytania. Jaki teraz jest rok i ile mamy lat?
-2013 i ty 18, a ja 19. Ludmiła, a pamiętasz chociaż dzieciństwo.
-Tak.

~Narrator~
Mijały lata, brązowo oka piękność, mimo wszystko nigdy nie znalazła sobie swojego wymarzonego ukochanego. Szła przez życie myśląc tylko o jej
" ukochanemu" ze śpiączkowego snu. Potrafiła całe dnie usiedzieć przy oknie wpatrując się przez szybę, nigdy go nie zobaczyła ale zawsze pozostawała jej nadzieja. Zawsze idąc ulicą rozglądała się za swoją drugą połówką ale nic. Razem ze snem czar prysł. Choć w jej życiu spotkało ją wiele przygód nigdy o nim nie zapomniała.

Taka jest prawda:
O zwykłym zauroczeniu zapomnisz, ale o prawdziwej MIŁOŚCI choć byś chciał NIGDY NIE UDA CI SIĘ ZAPOMNIEĆ.

Nie realna ale miłość...

---------------------------------------------------------------------------------------------
Tamtararamtamtam! o.O
KONIEC!
To końcówka OS dla Nikusi <333
Mam nadzieję że Shot wam się podobał. *-*
No co mówiłam że będzie krótki.
Po za tym dodaję dopiero teraz bo brak prądu przez kogo? 
Przez Ksawerego, który dalej mi wieje! xd
Wam też?
Spróbuję jutro napisać rozdział. Najpóźniej opublikuję go we wtorek.
Co wy na to???
Szykuję niespodziankę dla 10 obserwatora.
Obiecuję! Z ręką na sercu. ( bo już ją mam ale ciii )

UWAGA! UWAGA!
Do Nikoletty-sprawdź skrzynkę pocztową, napisałam Ci i proszę o odpowiedź.( To znaczy za chwilę wyśle xd )
To papa!

Pozdrowionka dla was wszystkich, którzy czytają! :*
Melka :***

wtorek, 3 grudnia 2013

One Shot/Niespodzianka! Dla Nikoletty na jej rocznicę bloga! ~O zwykłym zauroczeniu zapomnisz, ale o prawdziwej miłości choć byś chciał NIGDY NIE UDA CI SIĘ ZAPOMNIEĆ~ część 1

-Wiesz co?-Tak to ja Ludmiła. Mam osiemnaście lat, więc jestem pełnoletnia. Jestem wysoką, szczupłą, blondynką o brązowych oczach. Uwielbiam spędzać czas z przyjaciółmi, których mam nie wiele. Rodzina mnie porzuciła kiedy skończyłam osiemnaście lat mam wrażenie że tylko czekali na to aby się mnie pozbyć. Kupili mi dom i zerwała wszelkie kontakty. Obecnie jestem w szczęśliwym związku z Federico, jesteśmy razem od dwóch lat. Przy nim czuję się szczęśliwa, bezpieczna, kochana. Tylko on jest w stanie mnie uszczęśliwić, tylko on potrafi dać mi ciepło, którego nie da mi nikt. Chłopak potrząsną głową w odpowiedzi na moje pytanie, na znak że nie wie.
-Babcia mi kiedyś powiedziała że nasze miasto to miasto miłości bo każdy kto tu mieszka albo przyjeżdża znajduję swoją drugą połówkę i jak z stąd wyjedzie to jego miłość zniknie._Mówiąc to siedziałam na jego kolanach na kolanach swojej miłości. Patrzyłam się w jego czekoladowe oczy w, których było widać maleńkie iskierki.
-Ale jak to zniknie?-Zadał pytanie nadal patrząc w moje oczy.
~Kiedy na niego patrzę zawsze od nowa się zakochuję, za każdym razem jeszcze mocniej ~ Pomyślałam nie odrywając od niego wzroku.
-Po prostu o sobie zapomną. -Odparłam. Siedzimy na fotelu w moim małym mieszkanku.
-Aha. Posiedziałbym tu z tobą ale muszę już iść. - Gwałtownie oderwał ode mnie swój wzrok i skierował na dół. Po chwili chwycił mnie w biodrach, podniósł, sam wstał i delikatnie położył mnie na fotelu. Już nie siedziałam na jego kolanach, nie byłam blisko niego i nie mogłam ponownie zatopić się w jego pięknych oczach. Złożył na moim policzku delikatny pocałunek i wyszedł. Po prostu wyszedł. Czekałam aż będę mieć pewność że poszedł i wstałam z mebla o odcieniu szarego i fioletowego. Skierowałam się do okna przez, które można było ujrzeć zazwyczaj ruchliwą ulicę. Samochody jeździły w te i we w te. Zawsze kiedy tak na nie patrze wydaje mi się że Ci ludzie nie znają prawdziwego życia, ciągle tylko zabiegani, zawsze się śpieszą. W życiu nie chodzi tylko o to aby zapewnić sobie przyszłość ale to też jest bardzo ważne, chodzi o to by żyć chwilą, ponieważ chwile są krótkie i ulotne w mig zamieniają się w przeszłość o, której nikt nie pamięta. Nie. Chodzi o to by pamiętać te chwile, które są dla ciebie ważne i żyć tymi najpiękniejszymi chwilami. " Liczy się tu i teraz " To moje motto, które kieruję mnie w życiu. Po chwili zobaczyłam osobę, którą tak bardzo mocno kochałam-Federico. Zapukałam w szybę, a on się odwrócił i mi pomachał, odwzajemniłam jego gest. On chciał i " przesłać " całusa ale nadjeżdżający z naprzeciwka samochód pędzący ponad sto na godzinę wjechał w niego, on bezsilnie upadł...
Samochód odjechał. Z moich oczu wylewały się tony łez. Pobiegłam w miejsce wypadku, uklęknęłam obok niego jeszcze bardziej zatopiłam się w łzach. Ludzie w samochodach w ogóle nie zwracali na nas uwagi, dalej pośpiesznie dążyli do wybranego celu. Wyjęłam z kieszeni komórkę i zadzwoniłam na pogotowie. Co będzie jeśli on umrze, tylko on mi pozostał, o nim nigdy nie zapomnę. Kocham go całym sercem i nigdy nie przestanę. Tan ból, który mi w tym momencie towarzyszy jest nie do opisania. Nigdy w życiu nie zaznałam takiego smutku. To wszystko moja wina. Tak to moja wina. Gdybym nie pukała to szedł by dalej i to by się nigdy nie wydarzyło. Przyjechało pogotowie, zabrali go na noszach do karetki. Zapytałam czy mogę jechać z nimi. Zgodzili się lecz nie mogłam być z Federico tylko obok kierowcy. I tak nie wytrzymałabym tego widoku kiedy lekarze próbują zatamować mu krew cieknącą z ramienia i okolic brzucha. Siedziałam jak na szpilkach kierowca co jakiś czas pytał czy dobrze się czuję i podawał chusteczki lub własnoręcznie ocierał mi łzy. Próbował mnie pocieszyć ale mu to nie wychodziło. Mówił
-Wszystko będzie dobrze.- ale to tylko puste słowa. Ja i tak wiem że nic nie będzie dobrze. Ambulans zatrzymał się kierowca wyjął kluczyk ze stacyjki i popędził do swoich towarzyszy, którzy próbowali pomóc mojemu chłopakowi. Chyba teraz już byłemu chłopakowi. Nie Ludmiła nawet tak nie myśl ale jak mam o tym nie myśleć!? Wysiadłam z karetki i pośpiesznym krokiem szłam za lekarzami pchającymi na łóżku szpitalnym mojego chłopaka. Wbiegli razem z nim do sali pomalowanej w blady błękit i zamknęli mi drzwi przed nosem. Była siódma wieczorem kompletnie straciłam poczucie czasu. Siedziałam na krześle przed salą i czekałam...Czekałam...Czekałam...Czekałam i nic! Nikt nie wychodził, nie dawał znaku życia. Ja nadal płacząca i pogrążona w bólu powoli zaczęłam zasypiać. Śniły mi się same koszmary między innymi śmierć Federico. Gwałtownie otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar na ścianie. Druga w nocy. Słyszę że w sali Federico dalej znajdują się lekarze. Pielęgniarka odbywająca swoją nocną zmianę przyniosła mi koc i ciepłą herbatę. Z sali wyszedł lekarz ubrany w niebieską togę.
-Co z moim chłopakiem? - Zapytałam podnosząc się z miejsca i odkładając herbatę na parapet w szpitalnym korytarzu.
-Opanowaliśmy sprawę. Jednak jeszcze jest w ciężkim stanie z ran nie leje się już krew, na pewno jest obolały ma parę siniaków i otarć. Obecnie znajduję się w śpiączce. Nie daje pani stu procentowych szans że dożyje jutra.-Zamarłam. Lekarz odszedł. Co jeżeli mój sen stanie się rzeczywistością. Nie! Nie mogę o tym w ten sposób myśleć. Ale lekarz...Dosyć! Ludmiła dosyć! Wszystko będzie dobrze. Mam nadzieję. Boże proszę pomóż mojemu ukochanemu! Weszłam do sali. Co zobaczyłam? Zobaczyłam osobę, którą kocham leżącą na łóżku szpitalnym podpiętą do tych wszystkich maszyn, z zamkniętymi oczami, bandażami na ramieniu, plastrami w miejscach w, których rana nie była duża.
Podeszłam do niego powoli i usiadłam na krześle obok. Ujęłam jego dłoń i znów zalałam się łzami. Wiecie jak to jest widzieć osobę, którą kochasz umierającą z twojej winy? No właśnie. Nie wiecie! Nie wiecie jaki ja przeżywam ból. Tak jak już wspominałam ten ból jest nie do opisania. Nie można go wyrazić słowami. ~Jeśli on umrze ja też umrę.~ Zrobię sobie coś podetnę sobie żyły lub po prostu skoczę z mostu. Federico to z nim przeżyłam najwspanialsze chwile swojego życia. Federico jeszcze nie dawno tryskający życiem jest teraz...Nie nie powiem tego. Niech to będzie jeden z moich głupich koszmarów. Tak na pewno się za chwile obudzę i ten niesamowity ból zniknie razem ze snem. Proszę niech tak będzie! Co mi to da że wyleję z siebie tyle łez. Nic. Gdybym mogła cofnąć czas. Cofnęłabym to że zapukałam do okna. Jeszcze przed chwilą obydwoje byliśmy szczęśliwą parą bez żadnych zmartwień. Tak bardzo bym chciała żeby ten dzień się nigdy nie wydarzył. W tym momencie modliłam się aby maszyny nie stanęły razem z jego sercem. 

***
Otworzyłam oczy w dłoni nadal trzymałam dłoń swojego ukochanego. A więc to nie był sen...Dlaczego mnie to spotyka, właściwie nas! Spojrzałam na niego jego klatka piersiowa miarowo podnosiła się i opadała. Jednak żyje! Dla mnie to największe szczęście. Do sali wparowała - ta sama pielęgniarka co dała mi koc i herbatę - i lekarz.
-Dobre wieści pani...
-Ferro.
-Tak pani Ferro pani chłopak przeżył i nie ma już dla niego zagrożenia, pozostaje jednak śpiączka.-Oznajmił lekarz.

---------------------------------------------------------------------------------------------

Siema! Siema! Siema!
To ja wasza Melka! :)
One Shot z okazji miesięcznicy bloga Nikoletty <3
Związku z tym o jej ukochanej parze.
Miałam takie natchnienie! Że szok.
Będzie jeszcze druga część bardzo krótka. 
No chyba że coś jeszcze wymyślę. :)))
Nie martwcie się.
A więc Nikuś: wszystkiego naj, naj, naj i żebyś dalej prowadziła swojego wspaniałego bloga i dodawała cudowne rozdziały i One Shoty! *.*
I NIESPODZIANKA!!!
Happy Be...Nie to na urodziny. xd
Nie wiem kiedy rozdział. xd 
Ale coś się wymyśli! ;)
To pa!

Melka :***

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 5 ~Twój problem jest moim problemem~ + wykreślanka część 3

Rozdział dedykuję moim stałym czytelniczkom! :***
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

~Studio On Beat, sala taneczna, Federico~

Siedziałem na krześle z gitarą w rękach i grałem piosenkę Violetty czekając na Lu. Ona jest taka...Taka śliczna. Nie mogę przestać o niej myślę. Przez to wszystko przetłumaczyłem piosenkę Violetty na mój język. Język włoski. Piosenka jest o kochaniu nie wiem o kim pisała Violetta ale ten tekst doskonale opisuje mnie i Lu, chociaż ona pewnie nie odwzajemnia moich uczuć. Z tego wszystkiego zacząłem śpiewać i grać na gitarze.

Non so se va bene. non so se non va.
Non so se tacere o dirtelo ma.

Le cose che sento
Qui dentro di me,
Mi fanno pensar
Che lamore é cosi.

Ogni instante
A un non so ché
D’importante vicino
A te.

E mí sembra che
Tutto sía facile,
Che ogni sogno
Diventi realtá.

E la terra puó
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú paura...
Dí amartí,
Davvero!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Ma se tí avvicini,
Mi sposto píú in lá.
Mi sento una bimba
Nell’oscurità.

Non so é normale,
Alla mía etá.
Non risco a parlare
Con semplícítá.

La mía mente
Comíncía gía,
A viaggíare in libertá.

E mí sento ancora
Píù fragile.
Ma anche piena dí
Felícítá.

E la terra può
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú paura...
Dí amartí,
Davvero!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Che tí píaccio,
Che mí cerchí.
Ti credo!
Ti credo!

E’ vero!
E’ vero!

E la terra può
Essere il cielo!

E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú
Paura!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Che tí píaccio,
Che mí cerchí.
Ti credo!
Ti credo!

Non so se va bene.
Non so se non va.
Non so se tacere
O dírtelo gía...

Le cose che sento
Qui dentro di me,
Mi fanno pensar
Che lamore é cosi.

Ogni instante
A un non so ché
D’importante vicino
A te.

E mí sembra che
Tutto sía facile,
Che ogni sogno
Diventi realtá.

E la terra puó
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú paura...
Dí amartí,
Davvero!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Ma se tí avvicini,
Mi sposto píú in lá.
Mi sento una bimba
Nell’oscurità.

Non so é normale,
Alla mía etá.
Non risco a parlare
Con semplícítá.

La mía mente
Comíncía gía,
A viaggíare in libertá.

E mí sento ancora
Píù fragile.
Ma anche piena dí
Felícítá.

E la terra può
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú paura...
Dí amartí,
Davvero!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Che tí píaccio,
Che mí cerchí.
Ti credo!
Ti credo!

E’ vero!
E’ vero!

E la terra può
Essere il cielo!

E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú
Paura!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Che tí píaccio,
Che mí cerchí.
Ti credo!
Ti credo!

Non so se va bene.
Non so se non va.
Non so se tacere
O dírtelo gía...

-Pięknie śpiewasz. To twoje?- Dopiero teraz zauważyłem Ludmiłę, która stoi opierając się o drzwi.
-Może i pięknie śpiewam ale jest tu ktoś kto jest piękniejszy od mojego śpiewania.-Czy ja to powiedziałem na głos? No nie!!! Co ona sobie teraz o mnie myśli.
-Kto to taki?
-Ty.-Zaczęliśmy się do siebie zbliżać nasze usta dzieliły milimetry i...Odsunęliśmy się od siebie. Co za pech. Było blisko, bardzo blisko.
-Yyyy to zaczynamy.-Była speszona widzę to po niej. Ale ja nie byłem lepszy.
-Yy tak, tylko możemy zacząć ćwiczyć do tej piosenki.
-Ty ją napisałeś?-Zapytała.
-Nie moja kuzynka ale ona za niedługo dołączy do Studio. Mam nadzieję że się dostanie.

(Wyobraźcie sobie że są w sali tanecznej )

-Dobrze to zaczynamy ale musimy jeszcze coś wymyślić bo mamy za mało kroków do tej piosenki.
-Ok to wymyślimy coś. Razem.
Godzinę wymyślaliśmy kroki, kiedy już zatańczyliśmy ona potknęła się, a ja ją złapałem. Znów zaczęliśmy się zbliżać



~Studio On Beat, sala do prób, Violetta~

Dostałam propozycję dołączenia do Studia. Zgodzę się. Tylko co będzie jak tacie się to nie spodoba. To byłaby dla mnie ogromna szansa. No nie wiem, a jeśli się zgodzę i nie przejdę przez egzaminy.
-Tak. Nie. Przepraszam ale nie wiem jeszcze, bardzo chciałabym tu chodzić to moje marzenie ale muszę się na początku zapytać taty.-Spanikowałam.
-Dobrze nic nie szkodzi jak się zdecydujesz to przyjdź egzaminy wstępne są za tydzień.
-Dobrze dziękuję.
-Proszę.
Stałam i patrzyłam się na miejsce na, którym jeszcze przed chwilą stałam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Zupełnie zapomniałam o dostarczeniu jedzenia dla Fede i o Leonie, który stoi tuż obok.
-Violetta. Violetta. Ej Violu żyjesz?-O proszę Leon cały czas machał mi ręką przed twarzą.
-Co?
-Nie ważne. To chyba twoje.-W drugiej ręce trzymał torebeczkę w, której znajdowało się śniadanie Federico.
-Leon mam pytanie?
-Jakie? Wiesz gdzie ma teraz zajęcia Federico? W tej torbie są jego kanapki. Dam mu je i pogadamy. Dobrze?
-Ok. Federico ma chyba teraz próbę z Ludmiłą, sala tu za rogiem. Pójdę jeszcze odnieść rzeczy do szafki i możemy iść.-Leon puścił mi oczko, ja mu pomachałam i poszedł. Szybko chwyciłam torbę i poszłam do sali tanecznej.
Czemu słyszę swoją piosenkę. FEDERICO! Ja ją napisałam z myślą o Leonie. Tak podoba mi się ale on chce się ze mną jedynie przyjaźnić i poza tym nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. Smutno mi ale muszę jakoś żyć i starać się tego tak bardzo nie okazywać.
-Federico? - Weszłam do sali i niechcący przerwałam Federico i tej dziewczynie PRAWIE pocałunek. Oni natychmiast się od siebie oderwali i zawstydzeni popatrzyli na mnie.-Przepraszam nie chciałam wam przerywać.
-Nie nic się nie stało.
-Federico zapomniałeś śniadania. Masz, a ja już znikam.- Szybko wybiegłam z sali. O wow co to było Federico zna tą dziewczyną może dwa dni i już chce się z nią całować? Chociaż on jest do wszystkiego zdolny. Muszę o tym powiedzieć Leonowi. Leon czekał na mnie przed wejściem do jego szkoły.
-Odprowadzę Cię. Idziemy? - Zapytał.
-Tak. Muszę Ci coś powiedzieć.
-Słucham.
-To słuchaj. Ja wchodzę do sali tanecznej, a tam Federico jest tyle -Pokazałam na palcach jakiś centymetr- Od jakiejś dziewczyny. Rozumiesz.
-Hehe twój kuzyn jest do wszystkiego zdolny.
-Ty czytasz mi w myślach?
-Może.- Och kocham to nasze droczenie się.
-Leon jesteś wspaniałym przyjacielem.




-No właśnie tylko przyjacielem.
-Co?
-Nie nic. Ale dlaczego?
-Dlatego bo potrafisz nawet przyjść do mnie o drugiej w nocy i wymienić mi moje zalety. Jesteś kochany.
-No dobrze już dobrze. Pamiętasz jaka była umowa? Hmm?
-Tak jeszcze nie mam sklerozy. To gdzie mnie zabierasz? - No co po prostu jestem ciekawa.
-To niespodzianka.
-Co? Proszę, proszę, proszę powiedz mi.
-Nie. Niespodzianka to niespodzianka.
-No dobrze to chociaż powiedz o, której muszę mieć czas, aby się wyszykować.
-Może być siódma albo przed siódmą.
-Ok. Będę czekać.
Szliśmy i rozmawialiśmy ale niestety z każdym krokiem zbliżaliśmy się do mojego domu. Kiedy już wróciłam do domu, poszłam do pokoju i przyszła Olga.
-Violu moja malutka listonosz przyniósł Ci list.
-Co? Do mnie?
-Tak do Ciebie ale nie wiem od kogo.
-Dobrze dziękuję Olgitka. Gdzie tata?
-Pojechał z Ramallo na spotkanie biznesowe.
-Aha. O, której wróci?
-Wieczorem o ósmej.
-A ja idę z Leonem o siódmej. Olgitka możesz powiedzieć tacie jak wróci bo znów będzie się denerwował.
-Dobrze powiem, a teraz Violu czy to randka?
-Co? Nie. Olga Leon jest moim przyjacielem.
-Ale chciałabyś by był kimś więcej.
-Olga nie zadawaj mi takich pytań.
-Dobrze, dobrze już idę.
Olga wyszła,a ja zaczęłam się szykować na spotkanie z Leonem. Długo szukałam odpowiedniego stroju ale postawiłam na spódnicę i bluzeczkę na ramiączkach.

~Studio On Beat, sala Beto, Natalia~

Zobaczyłam Maxi'ego z wielkim, bardzo wielkim bukietem kwiatów.
-To dla Ciebie.
-Maxi...
-Natalia mam Ci coś ważnego do powiedzenia proszę nie przerywaj mi.
-Dobrze.
-Nata odkąd Cię poznałem wiedziałem że jesteś wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Nie mogę przestać o tobie myśleć. Potrzebuję Cię, jak kwiat wody. Jesteś dla mnie najważniejsza. I muszę Ci powiedzieć coś ważnego. Kocham Cię najbardziej na świecie. Chciałabyś zostać moją dziewczyną?- Zatkało mnie, słuchałam go bardzo uważnie ale szłam przez życie z myślą że mnie nie chcę choć tak bardzo tego nie chciałam. Mój ukochany przestał mówić i patrzył na mnie ze wzrokiem mówiącym
" Proszę jeśli Ci na mnie zależy zgódź się " Zaniemówiłam co mu powiedzieć. Zgodzę się. Nie nie mogę wydusić z siebie żadnego słowa. Nic nie odpowiedziałam tylko rzuciłam się w ramiona Maxi'ego.
-Kocham Cię- Wyszeptałam mu do ucha ciągle przytulając.
~10 minut później, park przed Studiem~
Czuję się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Na dodatek ja i Max idziemy jutro na pierwszą randkę. Tylko co ja na siebie włożę?

~Rozmowa telefoniczna Nati i Lu~
L: Halo?
N:Lu to ty?
L:Tak to ja coś się stało?
N:Tak,yyy nie. Gdzie jesteś?
L:W parku. O co ci chodzi?
N:Ja i maxi jesteśmy razem!
L:Aaaaaaa! To super kochana. Musisz mi jutro wszystko po kolei opowiedzieć.
N:Tak jasne opowiem tylko jutro po południe idziemy na randkę.
L:Fajnie że nareszcie jesteś szczęśliwa.
N:Tak tylko Lu? Jesteś jakaś taka smutna.
L:To nic poważnego.
N:Taa właśnie słyszę. O co chodzi?
L:Nie chcę Cię zamęczać moimi problemami.
N:Słuchaj. Jesteś moją przyjaciółką?
L:Tak.
N:A wiesz co to oznacza. Oznacza że twój problem jest moim problemem.
L:Nie układa mi się z Federico.
N:Trzeba to obgadać. Widzimy się jutro u mnie o 11:30. Co ty na to?
L:Ok. Będę

Droga Violetto!

Wiem że ty pewnie nie wiesz o moim istnieniu ale muszę Ci to powiedzieć.
Chodź mało Cię znam wiem że jesteś najpiękniejszą i najmądrzejszą dziewczyną na ziemi.
Od kąd Cię poznałem nie mogę przestać o tobie myśleć.
Widziałem Cię i wreszcie poznałem znaczenie słów " Miłość od pierwszego wejrzenia "
Chciałem Ci to powiedzieć osobiście ale brakowało mi odwagi.
Kocham Cię!
Kocham i nigdy nie przestanę.

Twój na zawsze.

Co Fede sobie ze mnie jaja robi, a może to Leon napisał gdyby tak było bardzo bym się cieszyła. Spojrzałam na zegar na ścianie piąta?
Już? Muszę się zacząć szykować na spotkanie z Leonem. Może to randka tylko taka pod przykrywką?
No nic, tylko co ubrać? Hmmm? Spódnica nie, sukienka nie. O wiem spódnica i bluzka. Ten strój będzie pasował do wszystkiego, bo nie wiem gzie mnie zabiera. Szykowałam się dosyć długo. Kiedy zegar wybił siódmą po domu rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko poszłam otworzyć wyprzedzając przy tym Olgę.
-Cześć.-Przywitał się ze mną po czym przytulił.
-Cześć.




-Ktoś tu ślicznie wygląda.
-Kto?
-Ty.-Powiedział,a ja poczułam że moje policzki robią się czerwone.
-Dziękuję, ty też niczego sobie. To co powiesz mi wreszcie gdzie idziemy?
-Nasz cel to wrotkarnia.-Hmm dosyć oryginalny pomysł ale jest jeden problem.
-Ale ja nie umiem jeździć.
-To nic. Nauczę Cię.
Szliśmy parkiem, widziałam jak Leon chciał złapać mnie za dłoń ale spanikowałam i udając że nie wiem co chciał zrobić odsunęłam ją od niego. Szliśmy spacerkiem do wrotkarni prawie cały czas się śmiejąc, z nim wszystko wydaje się kolorowe i proste. Weszliśmy do budynku.
-Dzień Dobry. Numery butów proszę.-Przywitała się kobieta za ladą.
-Jaki masz rozmiar?-Zapytał się mnie Leon.
-37.-Odpowiedziałam,a po chwili Leon też odpowiedział, dostaliśmy wrotki i udaliśmy się na salę.
-I co jazda na wrotkach nie jest wcale trudna co nie?
-No nie jest bo się ciebie trzymam.



-To proste. Przebieraj nogami jak byś szła albo jechała na rolkach albo łyżwach.
-Dobra.
-Ale wiesz że musisz mnie puścić.
-Ale muszę?-Jęczałam
-Tak.
-No dobra.-Puściłam Leosia i zaczęłam robić to co on nie powiem nie było źle.-Leon patrz wychodzi mi.
-Widzę podjedź tu do mnie.
-Ok. Jadę.-Jadę raczej jechałam kiedy byłam blisko Leona ...No tak nie wiem jak hamować. Wpadłam na niego i oboje wylądowaliśmy na podłogę. Ał!
-Wiesz może będzie lepiej jak będziesz się mnie trzymać. Dobra wstajemy, bo nas jeszcze stąd wyrzucą.-Powiedział Leon i wstał ja dalej leżałam na ziemi.
-Leoś pomóż mi wstać.-Powiedział i podał mi rękę. Gdy jeździliśmy w końcu odważyłam się " zapytać " Leona.
-Dziękuję za list.
-Jaki list?-To kto go napisał.
---------------------------------------------------------------------------------------------

KONIEC! o.O
Tak się prezentuje rozdział 5.
Jak wam się podoba? Proszę o szczerą opinię.
Rozdział dedykuję moim stałym czytelniczkom. *.*
Zwłaszcza Nikusi <3.
Sprawa wykreślanki.
Tym  razem odpada 4.

Co u was?
Wiecie że dziś są Andrzejki :) Ogarniacie to? Bo ja nie xd
Martyna oświadczam że nie wiem jakim cudem ale dostałam 4. Oł yea!
Nikuś zaraziłaś mnie Femiłą :*

Femiłka xd

Femiłka xd

Femiłka xd



Rozdział krótki bo jestem leń xd
Rozdział 6 gdzieś w tygodniu albo jutro.
Martyna ty mój ludziu wiesz że jesteś 9 obserwatorem. Jeszcze 1 i jeszcze raz...
Nie no na serio jeszcze jeden człowieczek i jest was 10. Dzięki :*
Ok spadam.

Do następnego miłe panie! 

Melka :***