All need is love!!

All need is love!!

wtorek, 3 grudnia 2013

One Shot/Niespodzianka! Dla Nikoletty na jej rocznicę bloga! ~O zwykłym zauroczeniu zapomnisz, ale o prawdziwej miłości choć byś chciał NIGDY NIE UDA CI SIĘ ZAPOMNIEĆ~ część 1

-Wiesz co?-Tak to ja Ludmiła. Mam osiemnaście lat, więc jestem pełnoletnia. Jestem wysoką, szczupłą, blondynką o brązowych oczach. Uwielbiam spędzać czas z przyjaciółmi, których mam nie wiele. Rodzina mnie porzuciła kiedy skończyłam osiemnaście lat mam wrażenie że tylko czekali na to aby się mnie pozbyć. Kupili mi dom i zerwała wszelkie kontakty. Obecnie jestem w szczęśliwym związku z Federico, jesteśmy razem od dwóch lat. Przy nim czuję się szczęśliwa, bezpieczna, kochana. Tylko on jest w stanie mnie uszczęśliwić, tylko on potrafi dać mi ciepło, którego nie da mi nikt. Chłopak potrząsną głową w odpowiedzi na moje pytanie, na znak że nie wie.
-Babcia mi kiedyś powiedziała że nasze miasto to miasto miłości bo każdy kto tu mieszka albo przyjeżdża znajduję swoją drugą połówkę i jak z stąd wyjedzie to jego miłość zniknie._Mówiąc to siedziałam na jego kolanach na kolanach swojej miłości. Patrzyłam się w jego czekoladowe oczy w, których było widać maleńkie iskierki.
-Ale jak to zniknie?-Zadał pytanie nadal patrząc w moje oczy.
~Kiedy na niego patrzę zawsze od nowa się zakochuję, za każdym razem jeszcze mocniej ~ Pomyślałam nie odrywając od niego wzroku.
-Po prostu o sobie zapomną. -Odparłam. Siedzimy na fotelu w moim małym mieszkanku.
-Aha. Posiedziałbym tu z tobą ale muszę już iść. - Gwałtownie oderwał ode mnie swój wzrok i skierował na dół. Po chwili chwycił mnie w biodrach, podniósł, sam wstał i delikatnie położył mnie na fotelu. Już nie siedziałam na jego kolanach, nie byłam blisko niego i nie mogłam ponownie zatopić się w jego pięknych oczach. Złożył na moim policzku delikatny pocałunek i wyszedł. Po prostu wyszedł. Czekałam aż będę mieć pewność że poszedł i wstałam z mebla o odcieniu szarego i fioletowego. Skierowałam się do okna przez, które można było ujrzeć zazwyczaj ruchliwą ulicę. Samochody jeździły w te i we w te. Zawsze kiedy tak na nie patrze wydaje mi się że Ci ludzie nie znają prawdziwego życia, ciągle tylko zabiegani, zawsze się śpieszą. W życiu nie chodzi tylko o to aby zapewnić sobie przyszłość ale to też jest bardzo ważne, chodzi o to by żyć chwilą, ponieważ chwile są krótkie i ulotne w mig zamieniają się w przeszłość o, której nikt nie pamięta. Nie. Chodzi o to by pamiętać te chwile, które są dla ciebie ważne i żyć tymi najpiękniejszymi chwilami. " Liczy się tu i teraz " To moje motto, które kieruję mnie w życiu. Po chwili zobaczyłam osobę, którą tak bardzo mocno kochałam-Federico. Zapukałam w szybę, a on się odwrócił i mi pomachał, odwzajemniłam jego gest. On chciał i " przesłać " całusa ale nadjeżdżający z naprzeciwka samochód pędzący ponad sto na godzinę wjechał w niego, on bezsilnie upadł...
Samochód odjechał. Z moich oczu wylewały się tony łez. Pobiegłam w miejsce wypadku, uklęknęłam obok niego jeszcze bardziej zatopiłam się w łzach. Ludzie w samochodach w ogóle nie zwracali na nas uwagi, dalej pośpiesznie dążyli do wybranego celu. Wyjęłam z kieszeni komórkę i zadzwoniłam na pogotowie. Co będzie jeśli on umrze, tylko on mi pozostał, o nim nigdy nie zapomnę. Kocham go całym sercem i nigdy nie przestanę. Tan ból, który mi w tym momencie towarzyszy jest nie do opisania. Nigdy w życiu nie zaznałam takiego smutku. To wszystko moja wina. Tak to moja wina. Gdybym nie pukała to szedł by dalej i to by się nigdy nie wydarzyło. Przyjechało pogotowie, zabrali go na noszach do karetki. Zapytałam czy mogę jechać z nimi. Zgodzili się lecz nie mogłam być z Federico tylko obok kierowcy. I tak nie wytrzymałabym tego widoku kiedy lekarze próbują zatamować mu krew cieknącą z ramienia i okolic brzucha. Siedziałam jak na szpilkach kierowca co jakiś czas pytał czy dobrze się czuję i podawał chusteczki lub własnoręcznie ocierał mi łzy. Próbował mnie pocieszyć ale mu to nie wychodziło. Mówił
-Wszystko będzie dobrze.- ale to tylko puste słowa. Ja i tak wiem że nic nie będzie dobrze. Ambulans zatrzymał się kierowca wyjął kluczyk ze stacyjki i popędził do swoich towarzyszy, którzy próbowali pomóc mojemu chłopakowi. Chyba teraz już byłemu chłopakowi. Nie Ludmiła nawet tak nie myśl ale jak mam o tym nie myśleć!? Wysiadłam z karetki i pośpiesznym krokiem szłam za lekarzami pchającymi na łóżku szpitalnym mojego chłopaka. Wbiegli razem z nim do sali pomalowanej w blady błękit i zamknęli mi drzwi przed nosem. Była siódma wieczorem kompletnie straciłam poczucie czasu. Siedziałam na krześle przed salą i czekałam...Czekałam...Czekałam...Czekałam i nic! Nikt nie wychodził, nie dawał znaku życia. Ja nadal płacząca i pogrążona w bólu powoli zaczęłam zasypiać. Śniły mi się same koszmary między innymi śmierć Federico. Gwałtownie otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar na ścianie. Druga w nocy. Słyszę że w sali Federico dalej znajdują się lekarze. Pielęgniarka odbywająca swoją nocną zmianę przyniosła mi koc i ciepłą herbatę. Z sali wyszedł lekarz ubrany w niebieską togę.
-Co z moim chłopakiem? - Zapytałam podnosząc się z miejsca i odkładając herbatę na parapet w szpitalnym korytarzu.
-Opanowaliśmy sprawę. Jednak jeszcze jest w ciężkim stanie z ran nie leje się już krew, na pewno jest obolały ma parę siniaków i otarć. Obecnie znajduję się w śpiączce. Nie daje pani stu procentowych szans że dożyje jutra.-Zamarłam. Lekarz odszedł. Co jeżeli mój sen stanie się rzeczywistością. Nie! Nie mogę o tym w ten sposób myśleć. Ale lekarz...Dosyć! Ludmiła dosyć! Wszystko będzie dobrze. Mam nadzieję. Boże proszę pomóż mojemu ukochanemu! Weszłam do sali. Co zobaczyłam? Zobaczyłam osobę, którą kocham leżącą na łóżku szpitalnym podpiętą do tych wszystkich maszyn, z zamkniętymi oczami, bandażami na ramieniu, plastrami w miejscach w, których rana nie była duża.
Podeszłam do niego powoli i usiadłam na krześle obok. Ujęłam jego dłoń i znów zalałam się łzami. Wiecie jak to jest widzieć osobę, którą kochasz umierającą z twojej winy? No właśnie. Nie wiecie! Nie wiecie jaki ja przeżywam ból. Tak jak już wspominałam ten ból jest nie do opisania. Nie można go wyrazić słowami. ~Jeśli on umrze ja też umrę.~ Zrobię sobie coś podetnę sobie żyły lub po prostu skoczę z mostu. Federico to z nim przeżyłam najwspanialsze chwile swojego życia. Federico jeszcze nie dawno tryskający życiem jest teraz...Nie nie powiem tego. Niech to będzie jeden z moich głupich koszmarów. Tak na pewno się za chwile obudzę i ten niesamowity ból zniknie razem ze snem. Proszę niech tak będzie! Co mi to da że wyleję z siebie tyle łez. Nic. Gdybym mogła cofnąć czas. Cofnęłabym to że zapukałam do okna. Jeszcze przed chwilą obydwoje byliśmy szczęśliwą parą bez żadnych zmartwień. Tak bardzo bym chciała żeby ten dzień się nigdy nie wydarzył. W tym momencie modliłam się aby maszyny nie stanęły razem z jego sercem. 

***
Otworzyłam oczy w dłoni nadal trzymałam dłoń swojego ukochanego. A więc to nie był sen...Dlaczego mnie to spotyka, właściwie nas! Spojrzałam na niego jego klatka piersiowa miarowo podnosiła się i opadała. Jednak żyje! Dla mnie to największe szczęście. Do sali wparowała - ta sama pielęgniarka co dała mi koc i herbatę - i lekarz.
-Dobre wieści pani...
-Ferro.
-Tak pani Ferro pani chłopak przeżył i nie ma już dla niego zagrożenia, pozostaje jednak śpiączka.-Oznajmił lekarz.

---------------------------------------------------------------------------------------------

Siema! Siema! Siema!
To ja wasza Melka! :)
One Shot z okazji miesięcznicy bloga Nikoletty <3
Związku z tym o jej ukochanej parze.
Miałam takie natchnienie! Że szok.
Będzie jeszcze druga część bardzo krótka. 
No chyba że coś jeszcze wymyślę. :)))
Nie martwcie się.
A więc Nikuś: wszystkiego naj, naj, naj i żebyś dalej prowadziła swojego wspaniałego bloga i dodawała cudowne rozdziały i One Shoty! *.*
I NIESPODZIANKA!!!
Happy Be...Nie to na urodziny. xd
Nie wiem kiedy rozdział. xd 
Ale coś się wymyśli! ;)
To pa!

Melka :***

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 5 ~Twój problem jest moim problemem~ + wykreślanka część 3

Rozdział dedykuję moim stałym czytelniczkom! :***
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

~Studio On Beat, sala taneczna, Federico~

Siedziałem na krześle z gitarą w rękach i grałem piosenkę Violetty czekając na Lu. Ona jest taka...Taka śliczna. Nie mogę przestać o niej myślę. Przez to wszystko przetłumaczyłem piosenkę Violetty na mój język. Język włoski. Piosenka jest o kochaniu nie wiem o kim pisała Violetta ale ten tekst doskonale opisuje mnie i Lu, chociaż ona pewnie nie odwzajemnia moich uczuć. Z tego wszystkiego zacząłem śpiewać i grać na gitarze.

Non so se va bene. non so se non va.
Non so se tacere o dirtelo ma.

Le cose che sento
Qui dentro di me,
Mi fanno pensar
Che lamore é cosi.

Ogni instante
A un non so ché
D’importante vicino
A te.

E mí sembra che
Tutto sía facile,
Che ogni sogno
Diventi realtá.

E la terra puó
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú paura...
Dí amartí,
Davvero!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Ma se tí avvicini,
Mi sposto píú in lá.
Mi sento una bimba
Nell’oscurità.

Non so é normale,
Alla mía etá.
Non risco a parlare
Con semplícítá.

La mía mente
Comíncía gía,
A viaggíare in libertá.

E mí sento ancora
Píù fragile.
Ma anche piena dí
Felícítá.

E la terra può
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú paura...
Dí amartí,
Davvero!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Che tí píaccio,
Che mí cerchí.
Ti credo!
Ti credo!

E’ vero!
E’ vero!

E la terra può
Essere il cielo!

E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú
Paura!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Che tí píaccio,
Che mí cerchí.
Ti credo!
Ti credo!

Non so se va bene.
Non so se non va.
Non so se tacere
O dírtelo gía...

Le cose che sento
Qui dentro di me,
Mi fanno pensar
Che lamore é cosi.

Ogni instante
A un non so ché
D’importante vicino
A te.

E mí sembra che
Tutto sía facile,
Che ogni sogno
Diventi realtá.

E la terra puó
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú paura...
Dí amartí,
Davvero!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Ma se tí avvicini,
Mi sposto píú in lá.
Mi sento una bimba
Nell’oscurità.

Non so é normale,
Alla mía etá.
Non risco a parlare
Con semplícítá.

La mía mente
Comíncía gía,
A viaggíare in libertá.

E mí sento ancora
Píù fragile.
Ma anche piena dí
Felícítá.

E la terra può
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú paura...
Dí amartí,
Davvero!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Che tí píaccio,
Che mí cerchí.
Ti credo!
Ti credo!

E’ vero!
E’ vero!

E la terra può
Essere il cielo!

E’ vero!
E’ vero!

Se mí abbraccí
Non ho píú
Paura!

E lo leggo neí
Tuoi occhi.
Ti credo!
Ti credo!

Che tí píaccio,
Che mí cerchí.
Ti credo!
Ti credo!

Non so se va bene.
Non so se non va.
Non so se tacere
O dírtelo gía...

-Pięknie śpiewasz. To twoje?- Dopiero teraz zauważyłem Ludmiłę, która stoi opierając się o drzwi.
-Może i pięknie śpiewam ale jest tu ktoś kto jest piękniejszy od mojego śpiewania.-Czy ja to powiedziałem na głos? No nie!!! Co ona sobie teraz o mnie myśli.
-Kto to taki?
-Ty.-Zaczęliśmy się do siebie zbliżać nasze usta dzieliły milimetry i...Odsunęliśmy się od siebie. Co za pech. Było blisko, bardzo blisko.
-Yyyy to zaczynamy.-Była speszona widzę to po niej. Ale ja nie byłem lepszy.
-Yy tak, tylko możemy zacząć ćwiczyć do tej piosenki.
-Ty ją napisałeś?-Zapytała.
-Nie moja kuzynka ale ona za niedługo dołączy do Studio. Mam nadzieję że się dostanie.

(Wyobraźcie sobie że są w sali tanecznej )

-Dobrze to zaczynamy ale musimy jeszcze coś wymyślić bo mamy za mało kroków do tej piosenki.
-Ok to wymyślimy coś. Razem.
Godzinę wymyślaliśmy kroki, kiedy już zatańczyliśmy ona potknęła się, a ja ją złapałem. Znów zaczęliśmy się zbliżać



~Studio On Beat, sala do prób, Violetta~

Dostałam propozycję dołączenia do Studia. Zgodzę się. Tylko co będzie jak tacie się to nie spodoba. To byłaby dla mnie ogromna szansa. No nie wiem, a jeśli się zgodzę i nie przejdę przez egzaminy.
-Tak. Nie. Przepraszam ale nie wiem jeszcze, bardzo chciałabym tu chodzić to moje marzenie ale muszę się na początku zapytać taty.-Spanikowałam.
-Dobrze nic nie szkodzi jak się zdecydujesz to przyjdź egzaminy wstępne są za tydzień.
-Dobrze dziękuję.
-Proszę.
Stałam i patrzyłam się na miejsce na, którym jeszcze przed chwilą stałam się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Zupełnie zapomniałam o dostarczeniu jedzenia dla Fede i o Leonie, który stoi tuż obok.
-Violetta. Violetta. Ej Violu żyjesz?-O proszę Leon cały czas machał mi ręką przed twarzą.
-Co?
-Nie ważne. To chyba twoje.-W drugiej ręce trzymał torebeczkę w, której znajdowało się śniadanie Federico.
-Leon mam pytanie?
-Jakie? Wiesz gdzie ma teraz zajęcia Federico? W tej torbie są jego kanapki. Dam mu je i pogadamy. Dobrze?
-Ok. Federico ma chyba teraz próbę z Ludmiłą, sala tu za rogiem. Pójdę jeszcze odnieść rzeczy do szafki i możemy iść.-Leon puścił mi oczko, ja mu pomachałam i poszedł. Szybko chwyciłam torbę i poszłam do sali tanecznej.
Czemu słyszę swoją piosenkę. FEDERICO! Ja ją napisałam z myślą o Leonie. Tak podoba mi się ale on chce się ze mną jedynie przyjaźnić i poza tym nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. Smutno mi ale muszę jakoś żyć i starać się tego tak bardzo nie okazywać.
-Federico? - Weszłam do sali i niechcący przerwałam Federico i tej dziewczynie PRAWIE pocałunek. Oni natychmiast się od siebie oderwali i zawstydzeni popatrzyli na mnie.-Przepraszam nie chciałam wam przerywać.
-Nie nic się nie stało.
-Federico zapomniałeś śniadania. Masz, a ja już znikam.- Szybko wybiegłam z sali. O wow co to było Federico zna tą dziewczyną może dwa dni i już chce się z nią całować? Chociaż on jest do wszystkiego zdolny. Muszę o tym powiedzieć Leonowi. Leon czekał na mnie przed wejściem do jego szkoły.
-Odprowadzę Cię. Idziemy? - Zapytał.
-Tak. Muszę Ci coś powiedzieć.
-Słucham.
-To słuchaj. Ja wchodzę do sali tanecznej, a tam Federico jest tyle -Pokazałam na palcach jakiś centymetr- Od jakiejś dziewczyny. Rozumiesz.
-Hehe twój kuzyn jest do wszystkiego zdolny.
-Ty czytasz mi w myślach?
-Może.- Och kocham to nasze droczenie się.
-Leon jesteś wspaniałym przyjacielem.




-No właśnie tylko przyjacielem.
-Co?
-Nie nic. Ale dlaczego?
-Dlatego bo potrafisz nawet przyjść do mnie o drugiej w nocy i wymienić mi moje zalety. Jesteś kochany.
-No dobrze już dobrze. Pamiętasz jaka była umowa? Hmm?
-Tak jeszcze nie mam sklerozy. To gdzie mnie zabierasz? - No co po prostu jestem ciekawa.
-To niespodzianka.
-Co? Proszę, proszę, proszę powiedz mi.
-Nie. Niespodzianka to niespodzianka.
-No dobrze to chociaż powiedz o, której muszę mieć czas, aby się wyszykować.
-Może być siódma albo przed siódmą.
-Ok. Będę czekać.
Szliśmy i rozmawialiśmy ale niestety z każdym krokiem zbliżaliśmy się do mojego domu. Kiedy już wróciłam do domu, poszłam do pokoju i przyszła Olga.
-Violu moja malutka listonosz przyniósł Ci list.
-Co? Do mnie?
-Tak do Ciebie ale nie wiem od kogo.
-Dobrze dziękuję Olgitka. Gdzie tata?
-Pojechał z Ramallo na spotkanie biznesowe.
-Aha. O, której wróci?
-Wieczorem o ósmej.
-A ja idę z Leonem o siódmej. Olgitka możesz powiedzieć tacie jak wróci bo znów będzie się denerwował.
-Dobrze powiem, a teraz Violu czy to randka?
-Co? Nie. Olga Leon jest moim przyjacielem.
-Ale chciałabyś by był kimś więcej.
-Olga nie zadawaj mi takich pytań.
-Dobrze, dobrze już idę.
Olga wyszła,a ja zaczęłam się szykować na spotkanie z Leonem. Długo szukałam odpowiedniego stroju ale postawiłam na spódnicę i bluzeczkę na ramiączkach.

~Studio On Beat, sala Beto, Natalia~

Zobaczyłam Maxi'ego z wielkim, bardzo wielkim bukietem kwiatów.
-To dla Ciebie.
-Maxi...
-Natalia mam Ci coś ważnego do powiedzenia proszę nie przerywaj mi.
-Dobrze.
-Nata odkąd Cię poznałem wiedziałem że jesteś wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Nie mogę przestać o tobie myśleć. Potrzebuję Cię, jak kwiat wody. Jesteś dla mnie najważniejsza. I muszę Ci powiedzieć coś ważnego. Kocham Cię najbardziej na świecie. Chciałabyś zostać moją dziewczyną?- Zatkało mnie, słuchałam go bardzo uważnie ale szłam przez życie z myślą że mnie nie chcę choć tak bardzo tego nie chciałam. Mój ukochany przestał mówić i patrzył na mnie ze wzrokiem mówiącym
" Proszę jeśli Ci na mnie zależy zgódź się " Zaniemówiłam co mu powiedzieć. Zgodzę się. Nie nie mogę wydusić z siebie żadnego słowa. Nic nie odpowiedziałam tylko rzuciłam się w ramiona Maxi'ego.
-Kocham Cię- Wyszeptałam mu do ucha ciągle przytulając.
~10 minut później, park przed Studiem~
Czuję się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Na dodatek ja i Max idziemy jutro na pierwszą randkę. Tylko co ja na siebie włożę?

~Rozmowa telefoniczna Nati i Lu~
L: Halo?
N:Lu to ty?
L:Tak to ja coś się stało?
N:Tak,yyy nie. Gdzie jesteś?
L:W parku. O co ci chodzi?
N:Ja i maxi jesteśmy razem!
L:Aaaaaaa! To super kochana. Musisz mi jutro wszystko po kolei opowiedzieć.
N:Tak jasne opowiem tylko jutro po południe idziemy na randkę.
L:Fajnie że nareszcie jesteś szczęśliwa.
N:Tak tylko Lu? Jesteś jakaś taka smutna.
L:To nic poważnego.
N:Taa właśnie słyszę. O co chodzi?
L:Nie chcę Cię zamęczać moimi problemami.
N:Słuchaj. Jesteś moją przyjaciółką?
L:Tak.
N:A wiesz co to oznacza. Oznacza że twój problem jest moim problemem.
L:Nie układa mi się z Federico.
N:Trzeba to obgadać. Widzimy się jutro u mnie o 11:30. Co ty na to?
L:Ok. Będę

Droga Violetto!

Wiem że ty pewnie nie wiesz o moim istnieniu ale muszę Ci to powiedzieć.
Chodź mało Cię znam wiem że jesteś najpiękniejszą i najmądrzejszą dziewczyną na ziemi.
Od kąd Cię poznałem nie mogę przestać o tobie myśleć.
Widziałem Cię i wreszcie poznałem znaczenie słów " Miłość od pierwszego wejrzenia "
Chciałem Ci to powiedzieć osobiście ale brakowało mi odwagi.
Kocham Cię!
Kocham i nigdy nie przestanę.

Twój na zawsze.

Co Fede sobie ze mnie jaja robi, a może to Leon napisał gdyby tak było bardzo bym się cieszyła. Spojrzałam na zegar na ścianie piąta?
Już? Muszę się zacząć szykować na spotkanie z Leonem. Może to randka tylko taka pod przykrywką?
No nic, tylko co ubrać? Hmmm? Spódnica nie, sukienka nie. O wiem spódnica i bluzka. Ten strój będzie pasował do wszystkiego, bo nie wiem gzie mnie zabiera. Szykowałam się dosyć długo. Kiedy zegar wybił siódmą po domu rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko poszłam otworzyć wyprzedzając przy tym Olgę.
-Cześć.-Przywitał się ze mną po czym przytulił.
-Cześć.




-Ktoś tu ślicznie wygląda.
-Kto?
-Ty.-Powiedział,a ja poczułam że moje policzki robią się czerwone.
-Dziękuję, ty też niczego sobie. To co powiesz mi wreszcie gdzie idziemy?
-Nasz cel to wrotkarnia.-Hmm dosyć oryginalny pomysł ale jest jeden problem.
-Ale ja nie umiem jeździć.
-To nic. Nauczę Cię.
Szliśmy parkiem, widziałam jak Leon chciał złapać mnie za dłoń ale spanikowałam i udając że nie wiem co chciał zrobić odsunęłam ją od niego. Szliśmy spacerkiem do wrotkarni prawie cały czas się śmiejąc, z nim wszystko wydaje się kolorowe i proste. Weszliśmy do budynku.
-Dzień Dobry. Numery butów proszę.-Przywitała się kobieta za ladą.
-Jaki masz rozmiar?-Zapytał się mnie Leon.
-37.-Odpowiedziałam,a po chwili Leon też odpowiedział, dostaliśmy wrotki i udaliśmy się na salę.
-I co jazda na wrotkach nie jest wcale trudna co nie?
-No nie jest bo się ciebie trzymam.



-To proste. Przebieraj nogami jak byś szła albo jechała na rolkach albo łyżwach.
-Dobra.
-Ale wiesz że musisz mnie puścić.
-Ale muszę?-Jęczałam
-Tak.
-No dobra.-Puściłam Leosia i zaczęłam robić to co on nie powiem nie było źle.-Leon patrz wychodzi mi.
-Widzę podjedź tu do mnie.
-Ok. Jadę.-Jadę raczej jechałam kiedy byłam blisko Leona ...No tak nie wiem jak hamować. Wpadłam na niego i oboje wylądowaliśmy na podłogę. Ał!
-Wiesz może będzie lepiej jak będziesz się mnie trzymać. Dobra wstajemy, bo nas jeszcze stąd wyrzucą.-Powiedział Leon i wstał ja dalej leżałam na ziemi.
-Leoś pomóż mi wstać.-Powiedział i podał mi rękę. Gdy jeździliśmy w końcu odważyłam się " zapytać " Leona.
-Dziękuję za list.
-Jaki list?-To kto go napisał.
---------------------------------------------------------------------------------------------

KONIEC! o.O
Tak się prezentuje rozdział 5.
Jak wam się podoba? Proszę o szczerą opinię.
Rozdział dedykuję moim stałym czytelniczkom. *.*
Zwłaszcza Nikusi <3.
Sprawa wykreślanki.
Tym  razem odpada 4.

Co u was?
Wiecie że dziś są Andrzejki :) Ogarniacie to? Bo ja nie xd
Martyna oświadczam że nie wiem jakim cudem ale dostałam 4. Oł yea!
Nikuś zaraziłaś mnie Femiłą :*

Femiłka xd

Femiłka xd

Femiłka xd



Rozdział krótki bo jestem leń xd
Rozdział 6 gdzieś w tygodniu albo jutro.
Martyna ty mój ludziu wiesz że jesteś 9 obserwatorem. Jeszcze 1 i jeszcze raz...
Nie no na serio jeszcze jeden człowieczek i jest was 10. Dzięki :*
Ok spadam.

Do następnego miłe panie! 

Melka :***